sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział X



- Cześć Emily – Powiedział Mike do telefonu.
- Cześć. – Odpowiedziała.
- Dzwonie do Ciebie z małą prośbą. Przyjechałabyś do mnie i mi w czymś pomogła? – Spytał.
- Tak jasne. Tylko mam nadzieje ze to nie chodzi znowu o randki – Zaśmiała się.
- Nie, to coś bardziej poważniejszego.
- Zaczynam się bać…
- Po prostu przyjdziesz? Nie poradzę sobie bez Ciebie.
- Jasne. Będę za dziesięć minut.

***

Dziewczyna teraz stała przed wielkim domem kolegi. Pewnym krokiem przekroczyła próg jego domu, otwierając przy tym uchylone drzwi wejściowe. W tym momencie usłyszała rozmowę dwóch mężczyzn. Wie kto to był. Chester. To był podstęp. Mike specjalnie ją tutaj sprowadził. Najgorsze jest to że ona nie wie co ma mu powiedzieć. Że wszystko będzie dobrze? Chester pewnie nie ochłonął po wczorajszym zdarzeniu.
Miała ochotę wybiec lecz pomyślała że musi to wyjaśnić. Weszła do pomieszczenia i stanęła naprzeciwko chłopaków. Chester wstał z wrażenia i popatrzył się na Mike.
- Co ty tu robisz? – Spytał zdenerwowanym tonem chłopak.
- To samo mogę powiedzieć do Ciebie. – Odpowiedziała mu łagodniej.
Tkwili w tej ciszy jeszcze kilka sekund lecz po chwili podszedł do dziewczyny Mike i oznajmił:
- Wy tu sobie wszystko wyjaśnijcie a ja na chwilę pójdę się czymś zająć.
Po tych słowach Shinoda udał się do drugiego pokoju. Zapanowała niezręczna cisza. Emily wiedziała że musi się pierwsza odezwać, choć i tak zawsze to była działka Chestera. Popatrzyła na niego i skierowała się w jego stronę. Usiadła obok i zaczęła rozmowę:
- Nadal się tym zadręczasz?
Chester nie odpowiedział jednak na to pytanie, co znaczyło pozytywną odpowiedź w jej mniemaniu. Emily położyła swoją rękę na jego dłoni. Wtedy on skierował swoje ciemne oczy na jej twarz. Dziewczyna uśmiechała się sztucznie, chociaż ta sytuacja nie wymagała takiej postawy.
- Emily… Ja po prostu robie to dla twojego dobra. – Zaczął.
- Dobra? – Odsunęła swoją dłoń. – Tak naprawdę nie pomyślałeś co ja czuje? Że nie chce zrywać z tobą kontaktów! Nie pomyślałeś nad tym? – Zaczęła krzyczeć
Chester tylko upuścił swoją głowę na dół. Nie miał więcej argumentów za tym dlaczego tak zrobił.
- Naprawdę. Poznałam fajnego chłopaka i od razu chcesz to wszystko przekreślić bo Joe jest totalnym półgłówkiem. Pomimo tego że się krótko znamy wierzę Ci. Wierze że nic takiego nie przyszło by ci do głowy. – Skierowała znowu swój wzrok na mężczyznę. – Naprawdę Cię polubiłam, a ty chcesz to zniszczyć. – Po tych słowach z jej oczu poleciało kilka łez. Chester został w swojej pozycji jeszcze przez kilkanaście sekund, po czym wstał i jak gdyby nic uklęknął przed dziewczyną. Złapał jej dłoń i położył swoją głowę na jej kolanach.
- Chester… - Odparła zdziwiona.
- Przepraszam Cię. Jestem totalnym debilem. Nie chciałem żeby to tak zabrzmiało ale przez chwilę naprawdę myślałem że to będzie najlepiej. Że to dla dobra Ciebie…
- To nie jest dla dobra mnie. – Przerwała mu.
- Przepraszam. Naprawdę tego żałuje. Nie wiem jak mam Ci to okazać.
- Nie musisz. Wierzę Ci – Odpowiedziała mu.
Chester spojrzał z góry na dziewczynę i jednym ruchem przysunął ją do siebie. Dziewczyna tkwiła w jego ramionach, była szczęśliwa że Chester zrozumiał swoje wczorajsze zachowanie. Nagle ona się odsunęła i lekko zaśmiała.
- Co? – Spytał rozbawiony.
- Nic, nic. – Po chwili odparła – Przypuszczałbyś że poznaliśmy się właśnie tutaj?
On tylko się uśmiechnął i odparł po chwili:
- No trochę nie było to miłe spotkanie.
- Aż trudno uwierzyć w to co się teraz dzieje.
Ich rozmyślenia przerwał Mike wchodząc do pomieszczenia. Usłyszał śmiejących się gości więc postanowił zajrzeć do środka. Spoglądnął na nich rozbawiony.
- A Ciebie to nienawidzę. – Odparła do niego – Podstępna z Ciebie…
- Ej! Tak byście się nie spotkali.
Do drzwi nagle zadzwonił dzwonek. Po chwili z progu było słychać głośne wołanie.
- Mike! Przyniosłem tą bombonierkę dla Jessici! Co ty byś beze mnie zrobił. – Nagle urwał widząc siedzące osoby w salonie Shinody. Miał już się odwrócić, ale Shinoda złapał go za rękę.
- Masz chyba komuś coś do powiedzenia – Powiedział do niego stanowczo.
- A co to? Jakieś posiedzenie? – Odpowiedział. Spojrzał na Benningtona a potem na Emily. – Dobra przepraszam. Przepraszam was za moje zachowanie.
- Mnie chyba nie musisz przepraszać – Odparła dziewczyna wstając i podchodząc w stronę Mike.
Tkwili w tej ciszy chwilę kiedy Joe podszedł do przyjaciela.
- Wiesz że naprawdę tak nie myślę? Tak mi się głupio wyrwało. Nie chciałem żeby to tak zabrzmiało. Po prostu byłem zdenerwowany całym tym zajściem. Przychodzę nad ranem a wy leżycie nieprzytomni na podłodze. Potem histeria Emily. – Mówił – Przepraszam Cię stary. Nienawidzę się za to. Że ci tak powiedziałem.
Wszyscy patrzyli na nich w zdumieniu gdy Joe podszedł do przyjaciela i objął go ramieniem. Gdyby nie powaga sytuacji można by było pomyśleć różne dziwne rzeczy o tym zachowaniu. Jednak Mike i Emily patrzyli na siebie uśmiechnięci.
- Wybaczysz mi, stary? – Poklepał go po ramieniu Joe.
- Jasne. Postawisz mi piwo i kwita – Powiedział.
- Mam bombonierkę. Chcesz? – Spytał.
- Nie dzięki – Odparł ze śmiechem Chester.
- Joe, jak tak chcesz to sobie ją weź – Powiedział do niego Mike.
- Serio? Dzięki! – odparł uszczęśliwiony Joe po czym rzucił się na pudełko z czekoladkami.
Mike widząc że wszystko zostało już wyjaśnione zabrał głos:
- To idziemy dzisiaj gdzieś? Na kręgle? Albo… - Mike przez chwilę się zastanawiał.
- Moim zdaniem dobry pomysł. Zwijamy reszte ekipy i jedziemy – Odparł Joe jedząc w tym samym czasie upragnioną czekoladkę.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Wszyscy popatrzyli na siebie, a tak konkretnie na Mike.
- Ej! Nie patrzcie się tak na mnie, ja nikogo więcej nie zapraszałem. – Oznajmił i podszedł do drzwi. Po chwili już było wiadomo kto przyszedł. Ten głos…
- Aaa! Cześć Mike – Pisnęła dziewczyna.
- Jessica? Co ty tutaj robisz? – Odpowiedział zdziwiony.
W tej chwili Chester zaczął się śmiać:
- No to zapowiada się ciekawie.
Emily popatrzyła na niego i też wzięła przykład z Chestera. Nagle coś rzuciło mu się na szyje. Chester na początku myślał że to Emily, jednak rozpoznał by ją.
- Czeeeeść Chester! – Krzyknęła dziewczyna. Chester odsunął Jessicę od siebie i odparł:
- Przestań się do mnie przystawiać. Ten koleś obok stoi i robi się zazdrosny.
- Mike? Coś ty! On przecież rozumie. I nawet się cieszy że jego najlepszy przyjaciel mnie polubił.
- Czyżby? – Odparła Emily i w tym samym czasie usłyszała śmiech Chestera.
- Nie odzywaj się do mnie. Nie jesteś godna. – Odparła do dziewczyny.
- A ty się uspokój. Co ja ci takiego zrobiłam?
- Żyjesz – Odparła z wielkim uśmiechem na twarzy. Coraz bardziej jej się to nie podobało.
Mike jak gdyby nigdy nic ze spokojem oznajmił:
- Jessica, napijesz się czegoś?
- Tak. Jakiegoś soku.
Mike poszedł do kuchni i zostawił swoją wymarzoną dziewczynę z resztą ekipy.
- Słuchaj! Nie rzucaj się już na moją szyję bo ja się do Ciebie nie przyznaje. – Odparł Chester.
- Na moją się możesz rzucić – Odparł zadowolony Joe. – Czekoladkę?
- Jasne! – Odparła.
- Dupa Ci nie urośnie? – Spytała zgryźliwie Emily.
Jessica nie mając argumentu odparła:
- Dlaczego ty mnie tak nie lubisz?
- Znalazła się ofiara… - Odparła.
- Najlepiej jakby Cię nie było.
- Jeśli nie chcesz mieć ze mną do czynienia to się lepiej zamknij – Odparł zdenerwowany Chester.
- Mówie prawdę – Sprostowała – Ten pasztet nie zasługuje na wasze towarzystwo.
Emily popatrzyła się na dziewczynę i podniosła się z kanapy.
- Myślę że nie mamy o czym rozmawiać – Po tych słowach udała się do kuchni. Weszła do pomieszczenia i zobaczyła Mike który nalewa soku do pięciu szklanek.
- A ty nie z nimi? – Zapytał gdy zauważył wchodzącą dziewczynę.
- Jakoś tak wyszło…
- Coś się stało?
- Nie, nic. Tylko chcę się Ciebie coś zapytać, nie zgryźliwie.
- Słucham.
- Co ty widzisz w tej dziewczynie?
- Jeśli będziesz chciała mnie z nią skłócić to Ci się nie uda. – Oznajmił szorstko.
- No i co ty wyczyniasz? Tylko się spytałam. Nie wyolbrzymiaj. Chcę tylko Ci powiedzieć że to nie jest chyba dobry pomysł . Mówię to z dobroci – Odparła.
- Wiedziałem ze jest coś nie tak.
- Nie rozumiem?
- Jesteś zazdrosna!
- Co?
- To co słyszałaś.
- Wcale nie! Mike, uspokój się!
- Chcesz nas rozdzielić! Jessica to wspaniała dziewczyna, trochę szalona ale fajna.
- Jesteś zaślepiony. Tylko tyle Ci chcę powiedzieć – Odparła – Jak możesz twierdzić że jestem zazdrosna!? – Nagle Emily usiadła i rozmyślała nad tym co powiedział Mike. Może rzeczywiście, ale to nawet nie ma sensu. Mike ma ją gdzieś. A tak po za tym nie pasują do siebie.
- To wszystko jest na dobrej drodze, ona zaczęła mnie już lubić.
- Albo lubić Chestera. Nie widzisz co ona robi?
- Ona chce mieć tylko dobre kontakty z moimi przyjaciółmi.
- Rzucając im się na szyje? Naprawdę tego nie widzisz? Jak mnie wyzywa od najgorszych?
- I to Cię boli.
- Mike, proszę Cię…
- Boli Cię że Jessica Ci oddaje.
- Słucham?
- Nie zrobiła by czegoś takiego jakbyś pierwsza nie zaczęła.
Wtedy do pomieszczenia wparowała dziewczyna a za nią Chester i Joe. Pewnie słyszeli te krzyki.
- Odpieprz się od mojego chłopaka! – Krzyknęła podchodząc do Mike.
- Czyli jestem twoim chłopakiem?! – Odparł zadowolony i zdziwiony chłopak.
- Mike uspokój się! Nie widzisz co ona wyrabia?! – Krzyknęła Emily.
- Zamknij się suko! – Krzyknęła Jessica.
Wtedy Emily popatrzyła się na nią i stanęła jak wryta. Do Mike nic nie dociera. Nie rozumie że to nie ma sensu. Ona tak go podle wykorzystuje. Że on tego nie widzi.
- Odpieprz się od Emily! Rozumiesz zdziro? – Krzyknął Chester zasłaniając swoim ciałem dziewczynę – Najlepiej w ogóle odpieprz się od nas!
Dziewczyna stanęła jak wryta. Wtedy Chester złapał jej dłoń i powiedział:
- Myślę że powinniśmy już iść.
- Ja też tak sądzę – Odparł to samo Mike.
Wtedy Joe wraz z Emily i Chesterem opuścili pomieszczenie. Chłopak widząc oczy dziewczyny oznajmił jej:
- Ej. Nie przejmuj się tym dupkiem! Do niego nic na razie nie dociera. Nigdy go takiego nie widziałem… W ramach tego wszystkiego zapraszam Cię do mnie.
- Ekhem… - chrząknął znacząco Joe.
- I Ciebie też.
- Jak nie będzie libacji to się wpisuje.
Chester tylko się zaśmiał i zaprowadził ich do jego samochodu.

 

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Rozdział IX



- Co do jasnej…? Emily? Chester? – Zapytał zdezorientowany Joe gdy wszedł do pomieszczenia. Leżeli pół przytomni na podłodze, a obok nich było pełno butelek po alkoholu.
- Chazz? Kto to? – Zapytała pijana dziewczyna.
- To ja! Joe! Chester, wstawaj. Zmieniłeś studio w jakąś ruinę – Wręcz nawrzeszczał na kolegę.
- Ooo! Cześć Joe – Powiedział pół przytomny – Jednak jesteś. – Wtedy podszedł do niego – Wiesz jak ja Cię bardzo lubie, Joe – mamrotał do niego – Jesteś moim ulubionym kolegą, naprawdę.
- Chester, pogadamy jak wytrzeźwiejesz. Emily, zostajesz tu czy mam Cię odwieźć do domu? – Spytał coraz bardziej wkurzony.
- Ja? Zostaje z nim – Wskazała na Chestera.
- Róbcie jak chcecie. Na pewno nie chcesz jechać? Odwiozę Cię. – Spytał po raz kolejny.
- Nie! – Wręcz krzyknęła.
- Zostaw Emily w spokoju. Ty hultaju! – Chester podszedł do Joe’go z flaszką alkoholu, ale w połowie drugi stracił równowagę i z całej siły uderzył ciałem o gitarę Brada, która pod wpływem dużej masy Benningtona zostawiła duże wgniecenie.
- Połóż się lepiej i wytrzeźwiej. Rano czeka Cię niezła pogadanka z Bradem. – Syknął do niego wkurzony Koreańczyk i pomógł mu wstać. Podniósł kolegę i wygodnie ulokował go na kanapie. Ten jak nic nie ruszony, od razu zasnął pod wpływem dużej ilości płynów. Emily jednak siedziała w fotelu i patrzyła się na Joe’go śmiejąc się przy tym.
- Emily, ty też idź spać. – Wtedy popatrzył na turlające się butelki – Nieźle dzisiaj wypiliście. Zostawić was tylko na chwilę…
- A ty wiesz co się dzisiaj stało? Mike przyszedł…– Zapytała bełkotem dziewczyna.
- Nie, i nie chcę wiedzieć. Połóż się tutaj i śpij. Rano pogadamy. – Po tych słowach Hahn zamknął drzwi i wiedział już że nie wróci do domu. Nie zostawi przecież bandy tych dzieciaków bez opieki.

***

- Chester błagam Cię, powiedz mi że nic się między nami nie stało. – Zapytała dziewczyna po tym jak we dwójkę doszli do siebie po całym zdarzeniu tamtej nocy.
- Nie wiem. Nie, raczej nie spaliśmy ze sobą. Moje ubrania są na swoim miejscu. – Powiedział zmieszany.
- Mam nadzieje. Za dużo wypiliśmy. Więcej niż poprzednim razem. Musimy się uspokoić– Oświadczyła po chwili.
- Z czym? Z alkoholem? – Zaśmiał się – Daj spokój!
- Daj spokój? Przez niego mamy same kłopoty! Nie wiemy co robimy, upijamy się do nieprzytomności…
- Same problemy? Chyba same twoje problemy. Mi się tam dobrze piło.
- Naprawdę? – Odrzekła lecz po chwili rzuciła – Dobra. Stop. Kłócimy się jak małe dzieci.
W tej chwili do pomieszczenia wszedł Joe z dwoma szklankami wody gazowanej. Ustawił ją na małym stoliku i oparł się o ścianę.
- Nieźle zabalowaliście – Odrzekł wpatrując się w Emily i Chestera. Oni tylko spuścili głowę. – Dobrze że przyszedłem w porę.
- Jak nas zastałeś? –Zabrała głos po chwili.
- Znaczy się?
- No czy… Wiesz.
- Czy my nie byliśmy w dwuznacznej sytuacji – Dokończył Chester.
- A powinniście być?
- Nie! Nie! – Dziewczyna wręcz wstała i popatrzyła na Benningtona, który dawał wrażenie że miał odmienne zdanie niż ona. – Joe. Powiedz mi że nic… Między nami…
- Pomimo tego że zastałem was na podłodze leżących na butelkach po alkoholu, w tle leciała jakaś dziwna muzyczka, a wazon który stał w kącie obok kwiatka był rozbity to nic. A i jeszcze Chester wdepnął w gitarę Brada. To tyle.
Dziewczyna odetchnęła z ulgą, Chester też. Nic się nie stało. Nic. Mogą spać spokojnie. Nie byli w łóżku, nie przytulali się. To było tylko koleżeńskie spotkanie.
- Joe, wielkie dzięki – Odparła dziewczyna i wstała by rozejrzeć się w oknie.
- Dobra. Zanim atmosfera się zrobi milutka teraz ja coś powiem – Joe popatrzył się na nich – Jesteście idiotami! Tak się upijać…
- Weź się uspokój! Świętoszek się znalazł – Odparł Chazz
- Chester. Chodzi mi o to że to Emily… Ja to co innego.
- I co z tego że Emily? – Chester niemal że wybuchnął.
- Chester, uspokój się! – Wydarła się na niego dziewczyna.
- Nie! Joe co masz na myśli?
- Już nic.
- Jak to nic? – Odparł – No powiedz, chętnie wysłucham.
- Przy dziewczynie raczej nie wypada się upijać jak świnia, nie sądzisz?
Chester nie odpowiedział nic. Widząc to dziewczyna, zabrała głos:
- Słuchaj Joe. On mnie do niczego nie namawiał. Sama chciałam. Nie rozumiesz? Nie miej mu tego za złe.
- Nie mieć za złe? A kto histeryzował że Ciebie mogło coś z nim łączyć? A jak by to było prawdą? Nie pomyślałaś o tym? Jakby Cię… - Tu urwał.
Emily zamilkła. Brak było jej argumentów.
- Chester… Nie mógłby. – Dodała po krótkiej chwili.
Joe jednak nie był do tego przekonany, wyraził to nawet swoim zmieszanym wyrazem twarzy. Dziewczyna nie wiedziała że Joe ma takie mniemanie o przyjacielu. Spojrzała na zaskoczonego chłopaka, który w tej chwili zamienił się z dziwną oazę spokoju i rozczarowania.
- Naprawdę, nie wiedziałem że jesteś taki. – Odparł Bennington i po raz ostatni spojrzał na dziewczynę i wyszedł ze studia zostawiając ją z Koreańczykiem.

***

- Chester! Przestań!
- Nie! – Krzyknął z dala.
- Posłuchaj mnie. Proszę. – Prosiła go błagalnym tonem. – Chcę porozmawiać.
Chester przystanął na chwilę. Dziewczyna stanęła naprzeciwko niego i uniosła jego głowę do góry. Popatrzyła na jego ciemne oczy i po chwili dodała:
- Nie przejmuj się. Ja ci wierze. Nie mógłbyś mi tego zrobić. Jestem przekonana – W tym momencie przytuliła się do chłopaka. Objęła rękami jego pleców, zahaczając ukratkiem o szyję. On odwzajemnił uścisk. Trzymając dziewczynę w swoich objęciach czuł się jakoś dziwnie. Jak nigdy. Gdyby mógł nigdy by jej nie puścił, nie pozwoliłby jej odejść gdziekolwiek. Czuł na swoim ciele ciarki, spowodowane obecnością dziewczyny. Nagle oderwał się od niej i po kilkusekundowym zastanowieniu odparł:
- Emily. Najgorsze jest to że ja nie jestem przekonany. Lepiej jak się nie będziemy spotykać. Będzie to najlepsze rozwiązanie. Przepraszam.  – Wydukał i nic nie mówiąc odszedł od zdziwionej i smutnej dziewczyny zostawiając ją samą przed wejściem do budynku.

***

- Cześć – Odparł wesoło Mike gdy Emily otwarła mu drzwi.
- Cześć – Dziewczyna nie była w zbytnim nastroju. – Wchodź.
Mężczyzna widząc jej humor odparł przy wejściu:
- Wszystko okey? Dobrze się czujesz?
- Tak, tak. Siadaj – Wskazała na znajdującą się obok kanapę.
- Ale na pewno? Nigdy taka nie jesteś…
- Widocznie znasz mnie zbyt krótko – Odpowiedziała mu i nie wytrzymując napięcia siadła na kanapie i ukryła oczy w swoich dłoniach. Mike widząc łzy lecące poprzez jej ręce usiadł obok niej i przyciągnął jej ciało do siebie. Ona oparła swoją głowę o jego klatkę piersiową.
- Csii. Uspokój się… - Mike próbował uciszyć rozhisteryzowaną dziewczynę. Jego dłonie w tym samym czasie znalazły się na włosach dziewczyny.
- Co się stało? Powiedz, jeśli ma Ci coś w tym pomóc – Oznajmił.
Dziewczyna popatrzyła na niego z rozpłakaną twarzą i odparła:
- Przepraszam Mike. Że zawracam Ci głowę…
- Nie zawracasz. Po to tutaj przyszedłem. – Uśmiechnął się do niej po czym ponownie wtulił w siebie dziewczynę.
- Więc, co się stało?
- Chester…
- Zrobił Ci coś? – Zapytał nagle.
Dziewczyna słuchając jego znowu wybuchła płaczem.
- Zrobił? Zabije gnoja…
- Nie! Właśnie że nie! – Krzyknęła – On zrezygnował ze spotkań ze mną tylko dlatego by do tego nie dopuścić. Mike! On już nie chcę mnie widzieć!
Mike aż otworzył usta z zaskoczenia. Nie takiej odpowiedzi się spodziewał.
- Ej. To na pewno nie tak. – Próbował pocieszyć dziewczynę.
- A jak? Sam mi to zasugerował!
-Chester taki jest. Wybucha a później tego żałuje. Nie powinnaś się teraz o tym martwić. Jutro mu przejdzie, przyjdzie tutaj z przeprosinami. Nie przejmuj się teraz. Nie ma sensu.
- Ale Mike. Co ja mam o tym myśleć?
- Jak na razie nic. Pogadam z nim. Na pewno nie miał tego na myśli. – Odparł już uspokojonej dziewczynie. Po chwili dodał – Zapomnij już o tym...
- Staram się. – Uśmiechnęła się – Pomóż mi w tym jakoś.
- Hmm.. To zapytaj o coś.
- Jak randka?
- A randka. Jessica jest wspaniała. Miła, wyrozumiała, szczera. Ma poczucie humoru. – Popatrzył na Emily – Chcesz wiedzieć? Chyba się nie polubiłyście.
- Nie skądże – Odparła – Tylko chyba ona za mną nie przepada.
- Nie prawda. Bardzo Cię lubi.
Dziewczyna spojrzała na niego dziwnym wzrokiem po czym dodała:
- Nie wątpię w to.
Mike uśmiechnął się do niej i złapał jej dłoń wpatrując się przez chwilę. Patrzył się na nią przez chwilę po czym dodał
- Zrobię Ci coś do picia.
- Mike! To jest mój dom!
- I co z tego? Zaraz wracam. – Wstał z kanapy i uśmiechnął się.
- Mike. Dziękuje – Odwzajemniła uśmiech w podobny sposób jaki on to zrobił. Dopiero teraz zauważyła jego słodkie dołeczki gdy się uśmiecha.


poniedziałek, 29 lipca 2013

Rozdział VIII

Łapcie następny rozdział ;)
_______________________________


Mike stał zdenerwowany przed lustrem w domu. Po raz pierwszy w życiu nie wiedział że kiedykolwiek będzie się zastanawiał czy pierwsza bluzka będzie idealnie podkreślała jego kształty, czy wybrać tą drugą- bardziej elegancką. Nie znał się na modzie, to była dla niego czarna magia.
- Włosy umyte – w tej chwili się powąchał i popatrzył na buteleczkę – Chyba przesadziłem z perfumami – pomyślał.
Kwiaty już leżały na stole, nie zapomniał o niczym. Nigdy w życiu nie był tak podekscytowany, chyba że chodzi o ich pierwszy koncert.  Ta dziewczyna podobała mu się od pewnego czasu i nie może teraz zaprzepaścić tego wszystkiego jednym spotkaniem. Zrobi wszystko by to spotkanie się udało, bez względu na to w jakich warunkach ono będzie. Mike umówił się z Jessicą pod małą kawiarenką. Ma nadzieje że nie będzie rozpoznany, chociaż coraz bardziej w to wątpi.
Z wielkim zdenerwowaniem chwycił leżące kwiaty na stoliku i zamknął dom. Wsiadł do samochodu i udał się w miejsce spotkania. Nie mógł się już doczekać aż ponownie ujrzy dziewczynę która od bardzo dawna zawróciła mu w głowie.

***

- Cześć. Przepraszam że tak dzwonie ale nie miałabyś dzisiaj ochoty wpaść do nas do studia? – Zapytał Chester Emily gdy ta odebrała telefon.
- Cześć Chester. Ja? Dzisiaj? Nie za często się spotykamy? – Zapytała.
- A czy coś jest w tym złego?
- Nie tylko… Nie macie próby?
- Bez Mike’a?
- Bez Mike’a…? – Odpowiedziała pytaniem na pytanie. Po chwili jednak dodała – A no tak.
- No właśnie. Nasz Romeo ma dzisiaj randkę, a ja siedzę z Joe, który opycha się ciastkami od fanów i co chwilę jęczy że go brzuch boli. Przy mnie jest też Dave i Brad. Rob gdzieś pojechał do rodziców. To jak? Potrzebujemy żeńskiego towarzystwa.
- No niby nie jestem zajęta. Dobra. Będę za pół godziny.
- I to mi się podoba – Powiedział do słuchawki Chester po czym odłożył telefon i zabrał złośliwie z ręki ciastko Joe’go.


***

- Cześć. – Powiedział do Jessici Mike gdy ich spojrzenia zetknęły się.
- Cześć – Odpowiedziała mu tym samym, uśmiechając się od ucha do ucha.
- Bardzo ładnie wyglądasz.
- Dziękuje. Ty też niczego sobie.
- Dzięki.
Co ma teraz robić? Rozmowa im się nie kleiła, on nie wiedział czym ma zagadać. Przegadał z Emily całą noc by dowiedzieć się jak ma się zachować, ale wszystko wyparowało mu z głowy.
- To może dasz zaprosić się do restauracji?- Zaproponował.
- Jasne! – Odparła z entuzjazmem.
- O mój Boże. Zapomniałbym. To dla Ciebie – W tym momencie przypomniał sobie o trzymanych kwiatach.
- Dziękuje. Śliczne są. Tak w ogóle idziemy? Bo szczerze mówiąc trochę zgłodniałam.
W tym momencie Mike chwycił za rękę dziewczyny i razem powędrowali do samochodu.

***

- To ja poproszę to, to, to i to – Pokazywała kelnerowi dziewczyna dania na które miała ochotę. Kelner spisał całe zamówienie po czym szybko odszedł.
- To mówisz że jesteś muzykiem? – Wręcz zapiszczała.
- No tak jakoś wyszło. Nie kojarzysz mnie?
- Kojarzysz? No oczywiście że tak! I w ogóle twój cały zespół. Musi być tak samo odjazdowy jak ty – Dziewczyna coraz bardziej się nakręcała.
- Odjazdowy? Nie znasz mnie jeszcze tak dobrze.
- Ale sądzić mogę że jesteś świetny.
- Dziękuje. Może porozmawiamy coś o tobie?
- O mnie? Po co. Ty masz ciekawsze życie. Powiedz coś o swoim koledze.
- Którym? Mam wielu kolegów.
- Chester. Wokalista w waszym zespole.
- Aaa, Chester.
- No tak. Powiesz mi coś o nim?
Mike nie wiedział do czego ona zmierza:
- No to jest nieźle pokręcony.
- I tyle?
- A co mam Ci więcej powiedzieć? Tak naprawdę trudno mi mówić o nim. Jest świetnym przyjacielem, który zawsze pomoże, poklepie po ramieniu. No i jest jeszcze świetnym wokalistą. Teraz ty opowiedz coś o sobie.
- Ja? Ja jestem jak każda inna. Nie miałam prostego życia. Tata od samego dzieciństwa namawiał mnie ciężkich prac.
- Do pracy? Opowiedz coś o tym.
- Chcesz naprawdę wiedzieć jak się ciężko pracuje w ogródku? Na szczęście to wszystko się skończyło odkąd tatuś wynajął ogrodnika. Mamusia zawszę dbała o swoją córeczkę, widać to. – Uśmiechnęła się. Pomimo tego że z Mike’iem nie za bardzo się rozumieli, od nadal bym zafascynowany dziewczyną. – Mike. Teraz ty coś o sobie opowiedz.
- No to…
- Albo nie. Powiedz co czujesz dając koncerty. – W tym momencie do stolika podszedł kelner wręczając dania siedzącej parze. Mike spoglądając na talerz dziewczyny  obliczył że jej posiłek będzie kosztował dwa razy więcej niż jego.
- Dziękuje -odrzekł i zabrał się do jedzenia.
- To jak? Opowiesz mi coś o koncertach?
- Jasne. To jest niesamowite. Wchodzisz na scenę, tłum ludzi krzyczy nazwę zespołu a ty stoisz przez instrumentem...
- Ty grasz na instrumencie?
- Tak. Na keyboardzie i gitarze… Fortepian, Pianino. Takie tam.
- Wow! Ja się chyba w tobie zakocham – Odparła podekscytowana. Shinoda po tych słowach tylko się uśmiechnął i czuł się coraz lepiej. Dziewczyna zainteresowała się nim. Był szczęśliwy jak dziecko.
- A zagrasz mi coś kiedyś? – Zapytała po chwili.
- No kiedyś, jak się ponownie spotkamy.
- A może dzisiaj? Zabrałbyś mnie do studia? Poznał z resztą zespołu?
- No nie wiem…
- Proszę – Dziewczyna wręcz zrobiła maślane oczka.
- No dobrze. Jak skończymy jeść. – Shinoda uśmiechnął się do dziewczyny i wziął kolejny kęs swojego dania.

***

- Witam – Odparła Emily wchodząc do studia chłopaków.
- Siema. Jednak przyszłaś – Odparł zadowolony Chester.
- Jak obiecałam to i jestem – Uśmiechnęła się. – Gdzie reszta?
- Dave z Bradem nam przepadli. Gdzieś pojechali na kręgle czy bilard. Sam nie wiem.
- A Joe?
- Uzupełnia zapasy w supermarkecie.
- Mogłam się tego spodziewać. – Popatrzyła na niego i odparła – Boje się o niego.
- O kogo?
- O Joe’go.
- Czemu? – Zapytał zdziwiony.
- No niby nic takiego, ale… Ale ciągle go widzę z jedzeniem, kiedy do was przychodzę to wcina jakieś ciasteczka, gdy na następny dzień go widzę znowu wcina słodycze.
Chester zaczął się śmiać.
- Słuchaj. Joe chodzi jak samochód. Samochód nie pojedzie bez paliwa, Joe nie będzie żył bez słodyczy. Taka logika. – Popatrzył na minę dziewczyny i oparł na jej ramieniu swoją rękę – Soczek czy może zgrzeszymy?
- Zgrzeszymy? – Zapytała z zaskoczoną miną.
- O alkohol mi chodzi. – Wywrócił oczami. Ona zdezorientowana zaśmiała się i odparła:
- Jasne.
Chester zniknął w oddali a dziewczyna chodziła po studio szukając tego co ją zainteresuje. Bębny, komputer, komputer, bębny, gitara, mikrofon, teksty… Teksty. To ją zainteresowało. Wzięła jeden do ręki, ten który od dawna znała. Chwyciła kartkę i próbowała po cichu wejść w rytm piosenki. Z ciszy przerodził się lekki pomruk który zamienił się w lekki śpiew dziewczyny. Tkwiła tak chwilę gdy przypomniała sobie gdzie jest. Odwróciła się i ku jej oczom ukazał się Chester. Stał za nią ze zdziwioną miną.
- Dziewczyno. Ale masz głos…
- Możemy już usiąść? – Spytała speszona.
- Nie zmieniaj tematu. Masz boski głos. Nieziemski.
- Uspokój się! – Zganiła go. – Mam okropny głos, a ty nie powinieneś tego słuchać.
- Przypominam że jesteś w moim studio…
Dziewczynie skończyły się argumenty. Popatrzyła na niego i powędrowała na kanapę stojącą na środku. Wzięła do ręki kieliszek i zatopiła swe usta w smaku alkoholu.
- Pamiętasz? Nasze pierwsze normalne spotkanie – Zaśmiała się.
- Tak dokładnie. – Odwzajemnił uśmiech – Tylko pomieszczenie inne.
- Nie ważne pomieszczenie. Ważne kto się w nim znajduje.
- Masz rację. – Chester jakby ożył – Zaśpiewaj mi coś.
- Co?
- Zaśpiewaj.
- Hahaha. Uspokój się! Po raz kolejny Ci mówię że mam okropny głos i to nawet śpiewem nie można nazwać.
- Jesteś głupia że tak twierdzisz.
Emily nie odpowiedziała. Usłyszała tylko czyjeś kroki. Joe wrócił ze sklepu.
- Joe! Zmieściłeś się jeszcze w tych drzwiach? – Krzyknął Chester.
Lecz zamiast Joe’go w progu pojawił się Mike z dziewczyną.
- Cześć. – Powiedział chłopak i spojrzał na zdziwione twarze Emily i Chestera.
- Wow! To Chester! Chester Bennington! – Dziewczyna wręcz rzuciła się na chłopaka.
- Ty? Widzisz jakiegoś Benningtona? – Zapytał Chester Emily.
Dziewczyna wyczuwając sarkazm w jego głosie odpowiedziała:
- Przykro mi. Żadnego mężczyzny o takim nazwisku nie znamy – Zaśmiała się.
Jessica popatrzyła na dziewczynę z pogardą i odparła:
- Nikt się ciebie nie pytał o zdanie.
- Jaka pyskata. – Odparła Emily zdziwiona.
- Ej, ej! Bo się pobijecie. – Odparł Mike. – Poznajcie Jessice.
- Ładna – Powiedział Chester – Ale chyba nic po za tym…
- Jestem jeszcze inteligentna – Odparła podekscytowana dziewczyna.
- W to nie wątpimy – Emily zabrała głos.
- Jak jest w zespole? Jak jest być głównym wokalistą? Powiedz mi wszystko – Jessica rzucała pytaniami.
- To tak: W zespole jest beznadziejnie, nie lubię być wokalistą.
- Chester! – Zganił przyjaciela Mike.
- Mówie jak jest. Przecież nie jest być fajnie wokalistą. Mike mnie ogranicza!
- Co?
- Nigdy nie pozwalasz mi śpiewać fajniejszych partii.
- Mike! Jak możesz. Chester to świetny chłopak, a ty mu takie rzeczy wyrabiasz – zganiła słodko Jessica Mike’a.
- Jess, to nie tak.
- Mike się nie myje. Strasznie śmierdzi na próbach. Teraz się umył ale zazwyczaj nie wie co to prysznic czy kąpiel. I powiem ci coś w tajemnicy – Chester podszedł do dziewczyny – Mike nie myje zębów.
 -Co ty wyrabiasz? – Zapytał wściekły Mike.
- Prawdę. Chcesz się związać z dziewczyną to niech ona wie jaka jesteś.
- Nienawidzę Cię! – Odparł.
- Mike. Szanuje Cię takim jakim jesteś. Zagrasz mi coś? – Spytała.
- Dzisiaj? Raczej nie. Choć zabieramy się do mnie do domu.
- Aaa! Jak fajnie. To żegnamy. - Podeszła do Benningtona i rzuciła mu się na szyje.
- Ej, ej, ej. Masz od tego tego kolesia obok – Wskazał w stronę gdzie stał Mike.
- Żegnaj stara pruchwo. – Odparła do Emily.
- Ej! Wypraszam sobie!
- Taka jest prawda. – Odparła z uśmiechem i obróciła się na pięcie.
Emily miała coś jej rzucić ale się powstrzymała. Popatrzyła tylko na wychodzącą dziewczynę i szczęśliwego Mike’a. Usiadła na kanapie.
- Co się przed chwilą stało? – Zapytał ze śmiechem.
- Nie wiem. Ale Mike ma niezły gust.
- Ładna może jest, ale inteligencją to nie grzeszy.
Emily powróciła do picia zawartości kieliszka:
- Przezwała mnie – Tu zrobiła przerwę – Szmata…
- Wow! Skąd u Ciebie takie słowa?
- Nie jestem grzeczną dziewczynką – Odparła z uśmiechem.
- Grzeczną dziewczynką nie jesteś, być może. A ja nie jestem grzecznym chłopcem.
- W to nie wątpie – Uśmiechnęła się do niego szeroko. – A tak po za tym. Gdzie Joe?
- Po co nam Joe? Będzie tylko jadł i przeszkadzał.
- No faktycznie – Po tych słowach Emily sięgnęła po raz kolejny po zawartość kieliszka.


piątek, 26 lipca 2013

Rozdział VII

Na początku chcę podziękować wszystkim osobom, które czytają to co napiszę w przypływie wielkiej nie weny. Dziękuje Wam ;*
Macie tutaj kolejny rozdział.
_____________________________________________________



Koncert. Pierwszy raz Emily została zaproszona na taką imprezę, nigdy wcześniej nie była na żadnym. Jak się ubrać? Po pierwsze: Jakoś stosownie. Nie ubierze zwykłych balerinek z kokardkami ani różowej sukieneczki. Oni grają pod muzykę metalową. Nie ma żadnych ubrań kojarzących się z tą muzyką. Oszczędności się kurczą, w szafie wieje pustką, a koncert jutro. Musi wybrać się do sklepu. Nie ma wyjścia.

***

Ubrana w rurki i zwykłą szarą bluzkę dziewczyna stoi przed sklepem. Wchodzi tam nieśmiało, z nadzieją że znajdzie tam wszystko czego szukała. Emily przechodzi przez próg wielkiego budynku i przez chwilę rozgląda się nad wnętrzem. Szybkim susem przechodzi pomiędzy wieszakami z ubraniami. Mija kilka dobrych minut gdy na swojej drodze znajduje krótką, czarną sukienkę. Nie jest ona obcisła, dół ma rozłożysty. Jest bez ramiączek, a cała jest zrobiona ze skóry. Dziewczynie od razu przypadła do gustu. Zgrabnie chwyciła za wieszak i powędrowała ze swoją zdobyczą do przymierzalni. Zdjęła ubrania i delikatnie włożyła sukienkę na swoje ciało. Nie była do końca przekonana, że będzie jej pasować, ale się myliła. Sukienka sprawiała wrażenie specjalnie uszytej jak dla niej. Emily obróciła się kilka razy, teraz już naprawdę zastanawiając się nad jej kupnem. Leżała na niej idealnie. Stojąc przed lustrem zastanawiała się od jak dawna można było widzieć ją w sukience. Nie nosiła ich, ludzie kojarzą ją z szarą małą dziewczynką nie mającą własnego stylu. Szczerze mówiąc sama twierdzi że nie przepada za sukienkami, ale na taką okazję można zaszaleć. Wyszła z przymierzalni i pewnym krokiem podeszła do kasy:
- Tą czarną sukienkę – Odparła kasjerce z uśmiechem , który później znikł gdy ta odpowiedziała jej ceną.

***

To nie była ona. Bynajmniej nie wyglądała jak ona. Stała przed lustrem w domu i spoglądała na całokształt swojej dzisiejszej wyprawy. Przed jej oczami widniała postać ubrana w czarną skórzaną sukienkę, ciemną kurtkę z ćwiekami oraz wysokimi butami na obcasie. Na rękach widniała duża czarna bransoleta, ozdobiona ćwiekami. Wyglądała nieziemsko, według niej wszystkie jej oszczędności nie poszły na marne. Miała nadzieje że spodoba się reszcie. Nie wiedziała jak zareagują na taką przemianę. Byli przyzwyczajeni do szarej myszki w zwykłych koszulkach i spodniach. Coraz bardziej podobał się jej ten styl. Ale to tylko na chwilę, na koncert. Wiecznie w tym chodzić nie będzie. Zdjęła z siebie ubrania i położyła delikatnie na fotelu, gdzie poczeka do jutra by je ponownie założyć.

***


Tłum ludzi wdzierał się poprzez bramki budynku. Można to by nazwać wyścigiem dzikich zwierząt, bynajmniej trochę to przypominało. Dziewczyna stała przed wejściem spoglądając w swój bilet. Ma miejsce obok sceny, ale czy to naprawdę zasłużone miejsce? Nie zna dobrze ich piosenek, słyszała kilka wykonań chłopaków i sama z ciekawości sprawdziła kilka w Internecie. Na jej miejsce mógł wejść jakiś inny człowiek, fan. Wielki fan, znający ich lepiej od nich samych. Dręczyły ją trochę wyrzuty sumienia, ale jednak ten bilet to był prezent. Prezent jakiego się nie spodziewała.
Po kilkunastu minutach czekania wpuścili do środka Emily wraz z innymi osobami czekającymi na koncert. Pomimo tego że walka o miejsce była zacięta dziewczyna zajęła jedno z lepszych miejsc pod sceną. Była zarazem szczęśliwa, a zarazem miała dużo wątpliwości do sytuacji w której się znajduje. Nagle zgasło światło, nic nie było widać poza światłami telefonów komórkowych. Zaczęła grać muzyka. Nie były to pełne piosenki. Jedne dźwięki goniły drugie. Pierwszy na scenę wkroczył Joe. Pomimo tego że jest przy kości, na scenie prezentował się bardzo dobrze. Udał się w swoje miejsce i w tym samym czasie można było ujrzeć wchodzącego Roba. Za nim ciągnęli się Dave z Bradem. Tłum szalał, piszczał. Nie można było nad tym zapanować. Coraz bardziej cieszyła się z tego że jest tutaj. Właśnie w tym miejscu. Dźwięki w tym momencie dopełniały się w sposób logiczny, wszystko co teraz leciało z wielkich głośników zamieszczonych nad sceną, wiązało się w jedną spójność. Emily nie wiedziała że żyje gdy na scenę wkroczyła pozostała reszta ekipy. Wyglądali nieziemsko przystojnie. Przez chwilę poczuła tak jakby jej ciało rozrywało się na kawałki. Tłum osób za nią pchał się do przodu, by jak najbliżej ujrzeć swoich idoli. Dziewczyna próbowała odeprzeć to wszystko razem z innymi osobami stojącymi obok niej. Zanim udało jej się wydostać ze szponów rozwścieczonych fanów minęło kilka dobrych chwil. W tym czasie na scenie rozbrzmiewała już jedna piosenka.

„Are you lost in your lies?
Do you tell yourself I don't realize?
Your crusade's a disguise?
Replaced freedom with fear, you trade money for lives
I'm aware of what you've done

No, no more sorrow
I've paid for your mistakes
Your time is borrowed
Your time has come to be replaced”

Wszystko by było w porządku gdyby jeszcze coś słyszała z ich śpiewów. Wszystkie słowa praktycznie były śpiewane przez osoby stojące przy niej. Pomimo tego że trudno było usłyszeć to co śpiewali na scenie, Emily wiedziała że to będzie jej jeden z najszczęśliwszych dni w całym życiu.
***

- Proszę ją wpuścić. Jest z nami – Powiedział do ochrony Chester gdy koncert dobiegł końca.
Emily weszła do pomieszczenia w którym zebrany był cały zespół.
- Jak ci się podobało? Fajnie naginam na gitarze? – Zaczął uśmiechnięty Brad. Widać że jemu też udzielił się humor.
- Było świetnie! Boże, dlaczego ja o was wcześniej nie słyszałam? – Krzyknęła – Dobra. Jeszcze mi emocje nie opadły.
- Świetna spódnica – Powiedział Joe.
- I kolejny koleś nie odróżniający spódnicy od sukienki. Tak trudno to zrozumieć? – Zaśmiała się – A tak po za tym dziękuje.
- Wyglądasz w tym świetnie – Powiedział zawadiacko Chester.
- Nie schlebiajcie mi tak bo się zarumienię, a tego nie chcecie.
- Jak Chester widzi piękną kobietę, to Chester komentuje, bo jak Chester nic nie powie to nie jest Chester – Dodał po chwili.
- Dobra. – Zaśmiała się – Tak w ogóle dziękuje za zaproszenie.
- Jasne, nie ma sprawy. – Powiedział Dave – A gdzie Mike?
- Pewnie szuka swojej przyszłej dziewczyny – Odpowiedziała Emily i po chwili spotkała się z dziwnymi spojrzeniami chłopaków. – No co, wy nie wiecie?
- Ej, o co chodzi? – Zapytał Rob.
- Mike mnie zabije. – Dodała
- Ej, no! Powiedz. Jak zaczęłaś to skończ.
- Sam wam powie jak będzie chciał. Właśnie tu idzie.
Wszyscy popatrzyli się w stronę zdenerwowanego mężczyzny.
- Emily musisz mi pomóc! Błagam Cię! – Zaczął.
- O co chodzi? – Zapytała.
- Jak mam do niej zagadać? Ona tam stoi a ja jak debil się na nią gapię i nie wiem co powiedzieć.
- Co stoi? – Zapytał się Joe.
- Krowa, debilu – Odparł do niego Mike, po czym znów zwrócił się do dziewczyny – Jesteś moją ostatnią deską ratunku.
- Mike, ja się na tym nie znam.
- Co tam że się nie znasz. Co byś chciała usłyszeć przy pierwszej rozmowie?
- Jak to chodzi o dziewczynę, to podejdź do niej i powiedz że nie masz co zrobić z kasą i szukasz pierwszej lepszej laski do jej wytracenia. Pomaga. – Uśmiechnął się Bennington.
- Ja mówie na poważnie a wy się ze mnie zbijacie. Dobra. Pomożesz mi? – Zapytał ponownie.
- Wiesz, chciałabym ale…
- Czyli nie. Dzięki, sam dam radę – Rzucił i odwrócił się.
- Czekaj! – Krzyknęła dziewczyna.
- Fochy Mike’a za 3… - Zaczął Chester.
- Sam sobie poradzę!
- 2.. – Ciągnął dalej.
- Poczekaj! To nie tak – Dziewczyna próbowała go jakoś dogonić.
- 1… Uwaga, uwaga. Mike nam się zakochał.
- Idziemy go wkurzyć? – Zapytał Brad.
- Już jest chyba wkurzony. – Odpowiedział Chester.
Emily stanęła w tym czasie przed chłopakiem i powiedziała:
- Nie zachowuj się jak baba, rozumiesz? Ja mogę mieć humorki a nie ty! Popatrz teraz w stronę tych dziewczyn i rusz dupę do jednej. Powiedz jej że podoba Ci się jej sukienka, fryzura. Nie wiem cokolwiek. Potem zaproponuj że chcesz się z nią przejść, sam na sam. Umów się z nią na następne spotkanie. Zakodowałeś, czy mam powtórzyć? – Rzuciła do niego wkurzona dziewczyna. Mike tylko stał przed nią z niedowierzaniem tego co się przed chwilą stało. Ona na niego nawrzeszczała.
- Dzięki – Rzucił chłopak uśmiechem i po chwili zniknął jej z oczu.

***

- Jest nasz Romeo! – Krzyknął Chester z dala gdy zauważył Mike’a. – Jak było?
- Jestem z nią umówiony – Dodał z uśmiechem.
- Co? Ach, zapomniałem. Powiedziałeś to co ci kazałem?
- Uspokój się. Nie wiem dlaczego ty tak traktujesz wszystkie osoby, które dopiero co poznam. O dziewczynach nawet nie wspomnę. Z Emily było tak samo. A jednak nie jest taka jaka Ci się wydawało.
- Bo ona to wyjątek. Co jej powiedziałeś?
- Komu?
- No tej dziewczynie.
- Nic specjalnego. Takie tam gadaniny.
- Powiesz czy mam Cię zmusić?
- No podszedłem i pochwaliłem jej wygląd, potem zaprosiłem na bok, troche pogadaliśmy i zaprosiłem ją na randkę.
- Jakie to romantyczne. Poczekaj, poszukam chusteczki – Powiedział Chazz udając że urania łzę.
- Chciałeś wiedzieć, to masz. – Rzucił Mike
- Ej, nie obrażaj się Romeo. Zamiast gadać o dziewczynach chodź na piwo. Ja stawiam. – Po tych słowach oboje wsiedli do samochodu.
 


środa, 24 lipca 2013

Rozdział VI

Przepraszam że tak długo zeszło mi z tym rozdziałem, ale dopadł mnie brak weny. Macie wymordowany rozdział, nie jest taki jaki bym chciała, ale cóż...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



“I wanna run away
Never say goodbye
I wanna know the true
Instead of wondering why
I wanna know the answers
No more lies
I wanna shut the door
And open up my mind”

Słowa tej piosenki rozbrzmiewały po całym studio. Koncert zbliżał się wielkimi krokami, a chłopaki mieli coraz mniej czasu na dopracowywanie niektórych partii piosenek. Za niecałe trzy dni cała ekipa miała stanąć na scenie przed tłumem ludzi. Zawsze towarzyszy im przy tym strach, trema. Bardzo pragną by ich występy z koncertu na koncert były coraz lepsze.
- Jeszcze tylko jedna piosenka i przerwa – odparł Dave – Już na ma czucia w rękach.
- To gramy jeszcze „What I’ve Done” i idziemy. Ja też już nie mam siły – Powiedział Mike.

***
Nadszedł poranek i słońce zaczęło wdzierać się do pokoju przez zasłonięte żaluzje. Pomimo dużego zmęczenia Emily postanowiła wstać z nadzieją na lepszy dzień. Podniosła swe ciało z łóżka i powędrowała do kuchni. Chwyciła za pół pusty karton mleka i wlała jego zawartość do stojącej obok szklanki. Dziś kolejny dzień. Trzeba się obudzić, zasmakować życia. Bez względu na to jakie ono jest.
Po dziesięciu minutach dziewczyna była już gotowa by wyjść do sklepu po śniadanie. Zamknęła drzwi frontowe i na piechotę udała się do pobliskiego sklepu. Na piechotę, ponieważ nie miała żadnego środku transportu po pierwszym spotkaniu z Mike’iem. Przekroczyła progi zatłoczonego sklepu i udała się do działu z pieczywem. Wrzuciła do koszyka dwie bułki po czym dalej kontynuowała swoje monotonne jak co dzień zakupy. Podeszła do kasy, lecz zanim doszła do jej końca musiała poczekać jeszcze pięć minut na przejście całej kolejki. Wyjęła pieniądze z portfela i podała kasjerce. Oszczędności z dnia na dzień było coraz mniej, a żyć z czegoś trzeba.
Trzymając w ręce zakupy wyszła ze sklepu. Rozmyślając nad tym co przyniesie jej dzisiaj dzień nie zauważyła mężczyzny, który szedł w przeciwną stronę. Jego silne ramiona zahaczyły o jej dłonie. Nie widziała jego twarzy, miał bowiem na oczach okulary przeciwsłoneczne i kaptur na głowie. Dziewczyna z początku była zszokowana zachowaniem  mężczyzny i nie wiedząc co ma robić zaczęła wrzeszczeć. Bała się że ten typ może jej coś zrobić.
- Ci! Nie wrzeszcz tak! To tylko ja. – Powiedział mężczyzna uspokajając Emily.
- Ja? Jaki ja? – Zapytała przerażona – Puszczaj!
- Uspokój się. To ja, Mike.
- Mike?
- Tak. – W tej chwili mężczyzna zdjął okulary i oczom dziewczyny ukazał się jeden z członków zespołu.
- Mike. Zdurniałeś? Zawału przez Ciebie dostanę! – Wrzeszczała.
- Cicho! Nikt nie może się dowiedzieć że to ja.
- Nie rozumiem. – Odpowiedziała lecz po chwili namysłu jak mogło by się skończyć spotkanie ze znanym muzykiem to sprostowała – A jednak wiem.
- Więc proszę Cię o dyskrecję.
- Co ty tu w ogóle robisz? – Zapytała
- Byłem w sklepie jak normalny człowiek. Czy coś w tym dziwnego?
- Nie, tylko ja myślałam że wy raczej nie robicie zakupów w takich sklepach.
- A co? Myślałaś że przywożą nam je helikopterami?
- No niby nie, ale…
- Dobra, już się nie tłumacz. Jesteś dzisiaj zajęta?
- Zależy w jakim sensie.
- Czy jesteś z kimś umówiona?
- Nie. Jeszcze nie i raczej się nie zanosi.
- To u mnie o 15.00. Pasuje?
- Mike, ja nie chcę się narzucać. Masz swoje życie, zespół…
- Życia nie mam, zespół nie zając. To jak?
- O 15.00? Pasuje. – Emily rzuciła uśmiech chłopakowi i zniknęła w oddali tłumu przechodniów.

***

Emily stała przed drzwiami Shinody ubrana w czarne rurki i pomarańczową tunikę. Zapukała nieśmiało do jego drzwi. Otworzył jej w mgnieniu oka.
- Cześć! Cieszę się że przyszłaś.
- Cześć. Na pewno się nie narzucam?
- Na pewno. Chodź.
Dziewczyna po tych słowach weszła w progi wielkiego domu kolegi. Jest tutaj po raz trzeci i za każdym razem jak tu wchodzi zadziwia ją wielkie wnętrze tego domu.
- Usiądź a ja przyniosę coś do picia. – Oznajmił Shinoda i zniknął za drzwiami prowadzącymi do kuchni.
Dziewczyna siedziała przez chwilę i rozmyślała o wczorajszej prośbie Mike’a. Wie że prędzej czy później zacznie ten temat, a ona nie wie co mu powiedzieć. Nie potrafiła mu wczoraj odmówić i przez swoje miękkie serce się zbłaźni.
- Sok pomarańczowy. Może być? – Odezwał się chłopak po minutowej przerwie.
- Jasne.
Shinoda udał się z napojem do pokoju i położył go na stole. Nalał do szklanek jego zawartość i sam usiadł obok dziewczyny.
- Jak Ci zlatuje dzień? – Zapytał pierwszy.
- Nie jest źle, ale mogło być lepiej. – Odpowiedziała mu wpatrując się w jedno miejsce. Widać było że nad czymś myśli.
- Emily, czy coś się stało?
- Mike – Zaczęła – Ja nie wiem czy dam Ci radę pomóc z tą dziewczyną.
- Nie rozumiem. – Odpowiedział – Czyli nie chcesz mi pomóc?
- Nie! To nie tak że nie chce tylko… - Tu zawahała się na chwilę.
- To o co chodzi? Dobra ja się nie narzucam. Tylko jak nie chcesz to mi powiedz.
- Zrozum że bardzo chciałabym ci pomóc tylko… Tylko sama się na tym nie znam. Powiedziałam Ci że zaoferuje Ci swoją pomoc, ale nie zważałam na to jak to zrobie. Nie znam się na tych rzeczach. Na żadnych randkach, na żadnych spotkaniach. Nawet nie wiem jak zagadać do płci przeciwnej. Nic nie wiem. Rozumiesz? –Mike tylko pokiwał głową z niedowierzaniem – Nie chcę żebyś się zbłaźnił przeze mnie. Powiesz coś źle i będzie na mnie.
- Ale dlaczego twierdzisz że nie znasz się na tych rzeczach? – Zapytał.
- Nigdy nikt do mnie nie zagadał. Nigdy nawet nie miałam chłopaka. Wiem, głupio mi to mówić ale po śmierci… – Tu się chwilę zawahała – Po śmierci moich rodziców nie zawracałam sobie głowy takimi rzeczami. Byłam odizolowana od świata, nikt nie chciał dziewczyny z problemami. Ty tego nie zrozumiesz. Nie masz takich problemów jak ja. – W tym momencie w kącikach oczu u dziewczyny pojawiło się kilka małych łez.
- Emily, czy wszystko w porządku? – Zapytał Mike, zauważając zmiany w jej oczach.
- Tak. Chyba tak – Uśmiechnęła się sztucznie - Tylko wiedz że nawet jakbym Ci chciała pomóc – to nie mogę.
Mike tylko popatrzył na dziewczynę ze smutkiem. Nie wiedział co ma powiedzieć jej w tej chwili. Postanowił więc zmienić temat:
- To co dzisiaj porobimy w takim razie?
- Sama nie wiem. A co ty proponujesz?
- Może jakiś film? Masz ochotę na komedie?
- Moim zdaniem dobry pomysł. – Po tych słowach chłopak rzucił się do półki z płytami. Wyciągnął jedno pudełko z napisem „Kac Vegas” i usiadł obok uspokojonej już dziewczyny.

***

Wieczór był wspaniały. Pomimo tego że co chwilę Emily z Mike’iem komentowali cały film, świetnie się przy tym ubawili. Na moment dziewczyna zapomniała o swoim świecie, przy Mike’u czuła się taka jakby inna. Pomimo tego że poznała go niedawno on potrafił sprawić że na jej twarzy zawsze pojawiał się uśmiech. Cieszyła się że poznała takiego chłopaka jak on. Ale on nawet nie zwróci na nią uwagi. Nawet Emily nie łudziła się że taki przystojny mężczyzna poleci na taką dziewczynę. Pomimo tego że do brzydkich nie należała, to przy nim wyglądała nieco inaczej. Nie pasowali do siebie – takie zdanie miała Emily. I jest jeszcze ta dziewczyna o której mówi ciągle Mike.
Z tych rozmyśleń uwolnił dziewczynę dzwonek do drzwi. Podeszła do nich by je otworzyć i jej oczom ukazał się listonosz.
- Dzień dobry. Liścik dla pani. – powiedział listonosz.
- Dzień dobry – odpowiedziała mu zdziwiona dziewczyna – Dla mnie? – Od lat nie dostawała żadnych listów. Chyba że to były rachunki.
- Tak. Proszę – Po czym wręczył jej zapakowaną kopertę – Życzę miłego dnia.
- Dziękuje.
Emily zamknęła drzwi i wpatrywała się w kopertę. Od kogo może ona być? Adres nadawcy nie znany, bynajmniej jej się wydawało że go nie zna. Zgrabnym ruchem otworzyła kopertę. Nie tego się spodziewała. Była zaskoczona gdy ze środka wyleciał jeden bilet z dołączoną kartką. Był to bilet na najbliższy koncert Linkin Park. W załączonym liściku widniał napis: „ Mamy nadzieje że się zjawisz.”



poniedziałek, 15 lipca 2013

Rozdział V



Na zatłoczonym chodniku, obok przejeżdżających samochodów stoi brunetka i spogląda w górę w bardzo wysoki wieżowiec. Sądząc po jego zabudowaniu i miejscu w którym się znajduje przypuszcza że Linkin Park to nie jest aż taki nieznany zespół. Stała tak przez chwilę zastanawiając się nad wejściem do środka. Żyje się tylko raz, a Chester sam zaprosił ją właśnie do tego budynku. Stała tak jeszcze przez dwie minuty aż postanowiła wejść. Niestety gdy kierowała się do środka budynku na drodze stanęli jej dwaj ochroniarze:
- Czego tu ślicznotko chcesz? – Zapytał jeden, bardziej „napakowany”.
- Eem.. Ja do Chestera Benningtona – Wydukała i próbowała przedostać się pomiędzy ciałami mężczyzn lecz bezskutecznie.
- Wybacz mi dziecinko, ale raczej to nie jest możliwe. – Oznajmił po chwili.
- Proszę mnie wpuścić! Mam zaproszenie! – Krzyknęła.
- Moment! Uspokój się. Zaraz to załatwimy. – Po tych słowach jeden z nich zadzwonił do recepcji i rozmawiał krótką chwilę. Emily stała coraz bardziej wkurzona.
- Dobrze, proszę wejść. – W końcu ochroniarz zabrał głos po skończonej rozmowie.
- Dziękuje – powiedziała z przekąsem dziewczyna i udała się w stronę drzwi.

***

Wejść czy nie wejść. Wejdzie. Już zaszła tak daleko. Ponadto miała niemiłą pogadankę z ochroną więc…
Jednym niepewnym ruchem przekręciła klamkę do brązowych drzwi. Może pomyliła numery? Jeszcze raz spojrzała na kartkę. Wszystko się zgadza. Dziewczyna udała się do środka, porządku zbytniego tu nie było, ale wtedy uświadomiła sobie z kim ma do czynienia. Z sześciorgiem chłopaków, więc i tak nie było aż tak źle. Im bliżej zbliżała się w głąb pomieszczenia, tym bardziej dało się słyszeć rozmowę dwóch mężczyzn. Przybliżyła się bardziej, aż w końcu stanęła.
- Mike, błagam oddaj mi swoją partię! – Prosił na kolanach Chester – Błagam.
- Uspokój się błaźnie. Co ci nie pasuje w swojej?
- Nie wiem, twoja lepsza. Lepiej mi się śpiewa.
- Moja jest bardziej przystosowana do rapu, a z twojej nie zrobię tego czego bym chciał.
- Ty! Joe, rzucaj kamerę! Chester klęczy przy Mike’u i chce mu się oświadczyć! – Zaśmiał się głośno Brad wchodząc do pokoju.
- Czekaj! – Po czym Mr. Hahn podał Delsonowi jego aparat.
- Człowieku, jest cały w maśle! – Krzyknął.
- Chciałeś to masz, nie moja wina że…
- Cześć chłopaki – Odparła z uśmiechem Emily wchodząc do pomieszczenia w którym siedział Mike, Brad, Joe oraz Chester. Gdy Chazz zobaczył dziewczynę wstał z podłogi i zawstydzony całym tym zajściem przybliżył się do dziewczyny.
- Cześć!  Już myślałem że nie przyjdziesz! – Odparł do niej z uśmiechem.
- E-Emily? – Wybąkał Mike.
- Cześć Mike - Odpowiedziała dziewczyna.
- Co ty tu…? Jak się tu znalazłaś? Skąd? – pytał.
- Chester wam nic nie powiedział? –Tym razem spojrzała na niego.
- Nie było okazji… – Zaczął. – Chodź, rozgość się.
- No, no, no. Co ty taki już nie jesteś cięty na nią? – Zapytał Brad.
- To co było należy już do przeszłości i nie należy tego rozgrzebywać, prawda? – Odpowiedział Chester.
W tym samym momencie dziewczyna siadła na dużej sofie i zaczęła się rozglądać po pomieszczeniu. Kremowe ściany idealnie komponowały się z resztą pomieszczenia.
- Ładnie tu macie… - Zaczęła temat dziewczyna.
- No, nie narzekamy. – Odpowiedział Joe.
- Ty nie narzekasz, bo obok masz lodówkę. – Odpowiedział Brad – A tak na serio mogę Cię o coś spytać?
- Jasne.
- Dalej jesteś na nas zła?
- Brad… - Powiedział do niego Chester.
- Dobra, Chester. – Odpowiedziała. – Co do twojego pytania czy jestem zła. Nie. Nie jestem. Przyjęłam całkiem miłe przeprosiny więc… - dodała z lekkim uśmiechem kierując swój wzrok w stronę Benningtona.
- Ładne przeprosiny. Hmm.. Więcej nam o tym opowiedz bo chyba nie wszystko wiemy o naszym koledze z zespołu – Zainteresował się Dave który zapewne podsłuchał wypowiedź Emily z drugiego pokoju. Lecz nie powiedział tego z przekąsem, lecz ze szczerym uśmiechem.
- Czyli to też ukryłeś? – Zapytała się Chestera. – Czyli ta bombonierka nie była od was wszystkich tak naprawdę tylko od Ciebie?
- Jaka bombonierka? – Zapytał Mike.
- No Jezus, Maryja! Poszedłem do niej bo śledziłem ją by ją przeprosić i kupiłem bombonierkę bo wiedziałem że wywali mnie gdy pójdę z pustymi rękami, ale się myliłem. I powiedziałem że to od zespołu, bo co miałem powiedzieć? – Powiedział sfrustrowany.
Wszyscy popatrzyli na siebie, potem na Chestera i wybuchnęli gromkim śmiechem.
- Haha! Ktoś tu się nam chyba… - Zaczął Brad.
- Haha! Chester, takich rzeczy nie powinieneś przed nami ukrywać! – Odpowiedział tym samym Joe.
- Boże, banda kretynów. – Odpowiedział zrezygnowany Chazz.
Emily w tym samym czasie spojrzała na chłopaków i dodała rozweselona:
- Uspokójcie się. To tylko przeprosiny.
- Tak, przeprosiny. A potem randka, potajemne spotkania i na końcu przedstawisz go swoim rodzicom – Odparł Brad.
Emily gdy usłyszała dwa ostatnie słowa zamarła. Chłopaki widząc że rozweselona mina dziewczyny przeobraziła się nagle w tonące w smutku usta popatrzyli na nią. Ta tylko schowała swoją głowę w długich włosach. Po tych słowa Brada Emily przypomniała sobie o śmierci swoich rodziców. Doskonale pamięta te słowa paniki swojej babci, oraz pocieszanie znajomych że „wszystko będzie dobrze”. Nic nie jest dobrze! Doskonale pamięta głos matki, jej opiekuńczy stosunek do niej. Pamięta jak codziennie rano wstawała wcześnie rano by  przygotować jej śniadanie do szkoły, pamięta jak jej ojciec wracał zmęczony do domu po ciężkim dniu pracy. Tworzyli jedną wielką szczęśliwą rodzinę. A teraz co? Teraz nie ma nikogo. Z nikim nie ma takiego dobrego kontaktu. Ma jedną koleżankę, Tiffany, ale to tylko koleżanka. Nic więcej.
- Emily, czy coś się stało? – Przerwał chwilę milczenia głos Mike’a.
Dziewczyna wyjrzała na chłopaków ze swoich brązowych oczu i dodała:
- Moi rodzice nie żyją. Zginęli w wypadku jakieś cztery lata temu. Bardzo mi ich brakuje. Naprawdę… – Po tych słowach rozpłakała się. Ukryła swoje łzy w dłoniach, lecz i tak to nie przemknęło uwadze reszcie. W tym samym czasie dziewczyna poczuła na swoim ciele ramiona jednego z chłopaków. Nie opierała się temu, wręcz przeciwnie, odwzajemniła uścisk. Tak dawno nie mogła wyżalić się ani jednej żywej istocie. Tkwili w tej pozycji przez pewien czas aż w końcu chłopak odsunął się od niej i ogarnął jej długie włosy z twarzy. Popatrzył na dziewczynę i dodał: „Nie płacz już”. Złapał palcami jej podbródek i delikatnie podniósł by ujrzeć jej rozpłakane oczy. Dopiero w tym momencie dziewczyna ujrzała osobę, która towarzyszyła jej przez te ostatnie kilka minut. Mike patrzył na nią z żalem w oczach. Tak naprawdę nie wiedział co ma jej powiedzieć. W tym samym czasie do dziewczyny podszedł Brad.
- Emily, ja przepraszam. Ja nie chciałem… - Zabrał głos.
Dziewczyna wstała z sofy i wytarła łzy ze swoich oczu:
- Nie, nic się nie stało. Mogłeś nie wiedzieć.
- Nienawidzę gdy dziewczyna płacze, więc nie płacz już – stanął przez nią Chester.
- Już chyba wyczerpałam dzisiaj limit. – uśmiechnęła się.
- Jak chcesz mogę dać Ci trochę mojej czekolady. Mi zawsze pomaga – Zaproponował dziewczynie Koreańczyk.
- Nie dziękuje – Zaśmiała się.
Reszta widząc jak dziewczyna dochodzi do siebie, do poprzedniego stanu jaki można było spotkać u niej kilka minut temu postanowili zaprezentować kilka swoich piosenek.
- Chcesz może nas posłuchać? – Z tym pomysłem wyskoczył Mike.
- Jasne. Znam tylko jedną waszą piosenkę. Słyszałam Numb i nawet całkiem fajna.
- No to musisz wiele nadrobić. – Po tych słowach Chestera, reszta ekipy usiadła na swoje miejsca. Po chwili dziewczyna na żywo usłyszała twórczość chłopaków.

“I watch how the moon sits in the sky in the dark night
Shining with the light from the sun
The sun doesn't give light to the moon assuming
The moon’s going to owe it one
It makes me think of how you act to me
You do favors and then rapidly
You just turn around and start asking me about
Things that you want back from me…”

Emily, siedząc wsłuchiwała się w niesamowity rap Mike’a. Ten chłopak naprawdę miał talent.

“I wanna be in another place
I hate when you say you don’t understand
I want to be in the energy, not with the enemy
A place for my head”

Nieziemski śpiew Chestera, utulił wszystkie jej zmysły. Słyszała go tylko w jednej piosence, nie spodziewała się że jego głos może tak działać na jej ciało. Na całym swym ciele poczuła przechodzące ją ciarki. Dziewczyna ulokowała się wygodnie w fotelu i w zdumieniu słuchała jego głosu. Tkwiła w tej pozycji jeszcze przez jedną zwrotkę, którą śpiewał Mike i usłyszała coś zupełnie innego. Niby nie przepadała za taką muzyką ale widząc jak emocje wydobywające się z Chestera szarpią jej emocjami, aż usiadła w zdumieniu. To nie było zwykłe „darcie ryja” jak to mówią niektórzy. To było coś niesamowitego, coś co zaskutkowało ponownym pojawieniem się dreszczy na ciele. Nim się obejrzała chłopaki skończywszy grać, podeszli do niej.
- I jak Ci się podobało? – Zapytał Mike.
- To… To było zajebiste! – Tylko na tyle słów było ją stać.

***

- To ja Cię odprowadzę – zaproponował Mike do zbierającej się Emily. Ona tylko pokiwała głową i ostatni raz pożegnała się z chłopakami.
Minęło kilka minut gdy udali się przed wieżowiec.
- To miasto nocą jest takie piękne…- Zaczęła rozmowę dziewczyna.
- Prawda. – Odpowiedział jej Shinoda. – Czasami udaje się na tamtą plażę wieczorem by posiedzieć w samotności i pomyśleć nad różnymi rzeczami.
- Mike, dziękuje – Odparła.
- Za co?
- Za wsparcie. Ogólnie. Że wtedy… - W tym momencie nastała chwila ciszy.
- Jasne, nie ma sprawy – Odparł z uśmiechem.
- Jesteś inny niż wszyscy. I naprawdę dziękuje Ci, bo jak na razie ty jesteś jedyną osobą w której mam wsparcie. – Powiedziała po czym dodała – Dobra, znamy się tylko kilka dni. Ale jestem głupia.
- Nie, wcale nie jesteś. To co że znamy się tak krótko? Czasami człowieka poznaje się po kilku latach, a czasem kilka godzin. No czy jakoś tak – Zaśmiał się.
- Trochę przekręciłeś, ale cóż.
- Emily mogę Cię o coś spytać?
- No jasne – dziewczyna spojrzała na chłopaka z zdumieniu.
- No bo, ty jesteś kobietą, tak?
- No jak widać – Uśmiechnęła się.
- I potrzebuje rady. Zakochałem się w pewnej dziewczynie, mieszka tutaj, w tym mieście i nie wiem jak do niej zagadać. A wy kobiety, macie inne spostrzeżenia niż my, mężczyźni. Dlatego też potrzebuje twojego wsparcia. Nie wiem czym ją zaskoczyć, co do niej powiedzieć. Nie znam się na tych sprawach. Więc… Pomogłabyś mi?
- Jasne – Odparła dziewczyna, najprawdopodobniej nie wiedząc czy ma być zadowolona ze słów Shinody.