wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział III



 Trochę spieprzony ten rozdział. Nie podoba mi się. Może dlatego że trochę wena mnie opuściła...
 _____________________________________________________________________

- Chłopaki, przepraszam za moje wczorajsze zachowanie. W szczególności chciałbym przeprosić Brada.– Powiedział Mike z rozżaleniem w oczach do swoich przyjaciół. To że od kilku dni mu się nie układało nie znaczyło że każda napotkana przez niego osoba ma cierpieć.
- I na serio? Mamy ci wybaczyć, po tych fochach? – Zaczął Joe.
- Kupiłem piwo. – Ciągnął Shinoda.
- Aha. To co? Wybaczamy? – Zabrał głos Rob
- Możemy zaryzykować – Powiedział uśmiechnięty Brad. – Gdzie schowałeś? – zapytał po chwili.
- Jest w lodówce – oznajmił rozbawiony.
Tłum chłopaków udał się do kuchni, lecz w salonie Shinody został tylko Chester.
- Tylko nie naróbcie mi chlewu! – krzyknął z oddala.
- Wierzysz w to? Wpuszczasz do domu stado zwierząt to musisz liczyć się także z konsekwencjami. – uśmiechnął się Chester do Mike’a.
Wtedy do drzwi zadzwonił dzwonek. Mike nie wiedział kto to może być, nie spodziewał się dzisiaj gości. No oprócz tego stada bydła co znajduje się w kuchni. Wstał z fotela i pognał ku drzwiom,  które otworzył szybkim ruchem. W jego oczach ukazała się wczoraj poznana dziewczyna – Emily.
- Cześć – powiedział zaskoczony chłopak.
- Cześć. Nie przejmuj się. Ja tylko na chwilę. Zapomniałam wczoraj bluzy, jest dla mnie bardzo ważna dlatego chciałabym ją odzyskać.
- Jasne wchodź.
- Nie, poczekam. Przyniesiesz mi ją? – Spytała Emily.
- Weź przestań, jak już tu jesteś to wejdź – W tej chwili Mike chwycił za rękę dziewczyny i zgrabnym ruchem zaprowadził ją do salonu gdzie siedział Chester.
- No, no, no. Nie możesz się od niego odczepić? – Zaczął Chazz.
- Uspokój się, przyszłam tylko po bluzę. I proszę cię łaskawie, nie zaczynaj kłótni półgłówku bo nie mam zamiaru…
- Mike! Ona nazwała mnie półgłówkiem! – krzyknął Chester do Mike’a
- Bo nim jesteś, debilu. – Odpowiedział mu. Chester w tej chwili zrobił dziwną minę skierowaną do przyjaciela, ale on tego nie zauważył. Był zajęty szukaniem bluzy. – Mam! – krzyknął po chwili.
- Dziękuje. Za bluzę i za wczoraj.
W tej samej chwili w kuchni rozległ się głośny zgrzyt, jakby przewalającej się szafki.  
- O kurwa! Joe! Żyjesz?!
Wszyscy popatrzeli na siebie w zdziwieniu i rzucili się do drzwi które prowadziły do pomieszczenia.
-Co wy tu do cholery robicie? – Zapytał wkurzony Mike- Mieliście być tu tylko na chwilę, a nie wejść i demolować mi kuchnie! – W tej chwili chłopak spojrzał na Joe’go – A temu co? Joe wstawaj.
- Będzie chyba trudno. Spadł z tego krzesła i porozbijał głowę o kant blatu.
W tej chwili jak gdyby nigdy nic Emily podeszła do chłopaka i podniosła jego głowę. Wszyscy patrzyli się na to co robi. W pewnej chwili odpowiedziała:
- Nic mu nie będzie. Po tym będzie wielki guz, nic poważnego.
- Ale jesteś pewna? – Wydukał pół przytomny chłopak.
- Tak jestem, znam się na tym trochę. Powinniście zanieść go do salonu by się położył na kanapie. – Odpowiedziała dziewczyna.
- O nie! Ja go nie zaniosę! On waży więcej niż my wszyscy razem wzięci. – Zaczął Chester – A po za tym nie wiem kiedy ostatnio się mył…
- Trudno, oprócz Ciebie są jeszcze cztery inne osoby  – powiedziała zgryźliwie Emily.
- Ja go nie ruszam – powiedział Brad.
- Ja też nie! – dodał po chwili Rob.
- Wy jesteście niepoważni. – W tej chwili Emily skierowała swój wzrok na Koreańczyka  – Sama go zaniosę. Jeśli wy macie z tym jakiś problem.
- Poczekaj – wyrwał się Mike – Ja ci pomogę. W końcu to mój dom.
W tej samej chwili Emily wraz z chłopakiem chwycili kolegę by go podnieść, ale bez skutku.
- Ej, naprawdę nie masz siły podnieść się o własnych siłach? – zapytała Joe’go zrezygnowana dziewczyna.
- Spróbuje. – Chłopak wstał i z wielkim wysiłkiem pokonał kilka metrów lecz po chwili oparł się rękami o szafkę i dodał :
- Dalej chyba nie dam rady, za bardzo kręci mi się w głowie. W tej chwili Mike razem z Phoenixem podeszli do niego i złapali za jego barki. Joe na początku się opierał ale już po chwili znalazł się na kanapie.
- Człowieku, weź trochę schudnij – powiedział rozbawiony Dave. – Nie daje już rady po kilku sekundach.
- Odwal się człowieku od mojej wagi – powiedział Joe.
Dziewczyna popatrzyła na niego rozbawiona. W tej chwili Mike zaczął rozmowę:
- Z tego wszystkiego zapomniałem ci przestawić moją ekipę, chociaż może już ich znasz. To jest Dave, Brad, Rob a ten co leży na kanapie to Joe. Chestera chyba znasz.
- Tak zdążyłam go doszczętnie poznać. Ja jestem Emily. Miło mi – W tej chwili podała rękę każdemu z chłopaków.
- Za to że uratowałaś mojego kolegę, mogę dać ci autograf. – Powiedział rozbawiony Brad.
- Autograf? Nie rozumiem.
- Jak to nie rozumiesz? Dziewczyny na twoim miejscu oszalałyby z przejęcia o wiadomości o tym że zaproponowałem komuś mój podpis.
- Oj weź tak nie przeżywaj – Zaczął Chester.
- A ty się przymknij, bo mimo że jesteś liderem w grupie i świecisz tyłkiem na prawo i lewo to są także inne osoby.
- Nie zaczynaj się!
- Ej, ej, ej. Nie za bardzo rozumiem. Lider, autograf. Grupa? – Pytała zdezorientowana dziewczyna – Ktoś mi tu w końcu wytłumaczy o co chodzi?
Chłopaki patrzyli się raz na nią, raz na siebie.
- Co? – zapytała – Powiedziałam coś nie tak?
- Ej… - Zaczął Dave – Ona chyba nie serio nie wie kim jesteśmy.
- Ja w tym momencie chyba powinienem się obrazić – Rzucił Chester
- Ale ja wiem kim jesteś.
- Kim? – zapytał zaciekawiony
- Dupkiem.
- Z tym to się zgodzę ale jest jeszcze kimś jeszcze. – Zaczął Mike. – Naprawdę nie wiesz?
- Nie i jeśli chcecie dalej grać ze mną w jakieś bezsensowne gierki to nie mam zamiaru tracić tu czasu.
- A nazwa Linkin Park mówi ci coś? – Zapytał Mike.
- Mówi. Znaczy się kojarzę ich muzykę. Nie słucham ich. Słyszałam kilka razy ich piosenki w radiu. Nie gustuje w takiej muzyce. Nawet ich za bardzo nie znam.
- To masz okazję ich poznać. – Powiedział uśmiechnięty Mike wskazując po kolei na wszystkie zebrane tu osoby.
- Znaczy się… Że…?
- Tak, tak. My nimi jesteśmy. I naprawdę zdziwiło nas to że nic o nas nie wiedziałaś. Zwykle ludzie kojarzą nas z zespołu, dlatego chcą się z nami zadawać…
- Czyli myśleliście że jestem tu tylko dlatego że pochodzicie z zespołu? – Zapytała Emily.
- Po części – Zaczął Mike – I przepraszam Cię za Chestera. On…
- To ja tu przychodzę, okazuje wam pomoc a wy myślicie że chce z wami zadawać się tylko dlatego że jesteście sławni? – Spytała jeszcze raz rozgniewana dziewczyna
- Ej, to nie tak…
- A jak? Twój kolega – wskazała na Chestera – oznajmił mi wczoraj że nie powinnam zawracać sobie wami głowy, bo lecę tylko na kasę. Bo jestem głupią dziewczyną której oczy się świecą gdy spojrzy na kase – w tej chwili walnęła pięścią w stół – Jesteście do kitu! Wszyscy. Jeśli uważacie że jestem fałszywa, to myślę że nie mamy o czym rozmawiać.
- Emily, proszę cię! Nie tak to miało zabrzmieć!
- Nie Mike. -  W tej chwili chwycił jej rękę – Zostaw mnie! Ja już idę.
- Hello! Ja tu leże poszkodowany! I jestem z zespołu Linki Park. – Zaczął Joe.
- I co że jesteś z zespołu? Mam cię wielbić na kolanach? Chester też jest z zespołu i jakoś po tej informacji nie rzuciłam mu się pod nogi, pomimo tego jak się do mnie wczoraj zachował.
Chłopaki popatrzyli na siebie w zdumieniu. Pierwszy raz spotkali się z czymś takim. Pierwszy raz jakakolwiek dziewczyna o wieści że cała ich szóstka pochodzi z zespołu nie rzuciła im się na szyję. Ponadto jeszcze opieprzyła chłopaków o tym że im to powiedzieli. To było naprawdę nie logiczne…
- Ja idę. – rzuciła dziewczyna i skierowała się w stronę drzwi. Po chwili namysłu rzuciła cicho – Naprawdę szkoda że myśleliście że polubiłam Mike’a tylko dlatego że ma kasę. Szkoda. – Po tych słowach drzwi zatrzasnęły się, a wszyscy spojrzeli na siebie w zdumieniu.
- Skąd ty ją wytrzasnąłeś? – Zapytał pierwszy Rob.
- Dziewczyna ma tupet. – Dorzucił Chester.
- Ma tupet. Jest inna. Inna niż reszta. – Zaczął zamyślony Mike – A ty na nią debilu nawrzeszczałeś! – Zwrócił się do Chestera!
- Dobra, żałuje tego! Ale przeważnie każdy tak robił więc jak nie miałem myśleć o tym że ona postąpi inaczej!
- Weźcie się przymknijcie. – Powiedział do nich Dave – Potwierdzam. Pierwszy raz dziewczyna z wiadomości o tym że jesteśmy w zespole nie rzuciła się na szyje Mike’a, Chestera albo moją. Musimy ją przeprosić.
- Ej ja nic nie zrobiłem! – Krzyknął leżący dalej na kanapie Joe!
- Dupku ona Ci życie uratowała a ty wrzeszczysz że jej nie będziesz przepraszać! – odpowiedział Brad.
- Dobra. Gdzie ona mieszka? – Tym razem Chester zwrócił się z pytaniem do Mike’a.
- Nie wiem. Nie mam nawet jej numeru telefonu. Nic o niej nie wiem. Nawet nie znam jej nazwiska. – Odpowiedział.
- To jesteśmy w dupie. – Odpowiedział zrezygnowany Bennington.


3 komentarze:

  1. To jest genialne! Humor mi poprawiło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tw blog jest świetny. Db sie go czyta i poprawia humor. Jestem tw fanką;) życzę weny i wciąż nowych pomysłów :D

    OdpowiedzUsuń