czwartek, 20 marca 2014

Rozdział XL



Kobieta siedziała tak przez chwilę w bezruchu, skupiając swój wzrok na małej plamce na oknie. Przez szklaną szybę przedostawały się lekkie promienie słoneczne. Tak naprawdę okno nie było myte przez pewien czas, więc w jego kątach zbierały się małe kępki kurzu, które nie wyglądały zbyt estetycznie.
- Może uda nam się coś wykombinować? – Spytał Robert po kilku minutach ciszy. Popatrzył na Emily, potem na zegarek, lecz chwili jednak znowu przeniósł na nią swój wzrok – Nie możemy tak bezczynnie siedzieć.
- A co chcesz zrobić?! – Spytała zdenerwowana i patrząc na jego niewinną twarz dodała – Przepraszam.
W tej chwili on kiwnął głową sugerując, że nic się nie stało.
- Rob, to wszystko jest przeze mnie! – Powiedziała i oparła dłonie na swoich kolanach. Spojrzała na siedzącego mężczyznę i z załamaniem w głosie dokończyła:
- To mnie wszystko przerasta. Od kilku dni nie ma żadnego odzewu ze strony policji, nie wiem kompletnie nic, a mój przyjaciel siedzi w pudle. Przeze mnie – Podkreśliła ponownie.
- Ty nie złożyłaś tych zeznań – Dave próbował uświadomić Emily jej niewinność – Poza tym nie masz się o nic martwić. Nie będzie tam siedział wieczność i na pewno za niedługo wyjdzie. Mogę sobie nawet rękę uciąć.
Dziewczyna spojrzała na niego i ukradkiem przeczesała sterczące włosy. Dotknęła delikatnie pasma i zarzuciła na tył przy czym wstała i udała się do łazienki. Zamknęła drzwi i popatrzyła na swoje odbicie w lustrze. Nie wiedząc tak naprawdę do czego jej to potrzebne wymusiła uśmiech i udając, że wszystko jest dobrze usiadła na płytkach. Popatrzyła w górę i zamknęła oczy.
Ciemność i spokój.
Tego teraz potrzebowała. Powieki przysłoniły jej obraz świata i zaczęły tworzyć nowe wizje. Wyłapując tylko ich część oparła się bardziej o ścianę i wzięła głęboki wdech.
Sama nie wie czemu to robi.
Wszyscy wmawiają jej, że każdy zrobiony przez nią krok był niewinny. Od samego początku coś niszczyła. Z początku była to przerwa w przyjaźni z chłopakami, później całkowite oddalenie się od Benningtona. Gdy doszło do tego wypadku zrozumiała, że tak naprawdę wpadła w tarapaty, lecz nie sądziła, że wplącze się w jeszcze większe. Gdy już miała ich przy sobie, gdy miała już Chestera odrzucała jego miłość. Przez niewytłumaczony strach, przez swoją naiwność. A teraz przez popełnione błędy przeszłości w pewnym stopniu przyczyniła się do takiego obiegu sytuacji tylko dlatego, że zauroczyła się w zwykłym kretynie, który bez skrupułów zniszczył jej życie.
- Emily? – Najpierw usłyszała cichy głos, a później lekkie pukanie – Wiem, że tam jesteś.
Nic nie ruszona kobieta znowu tkwiła w ciszy i nie zważając na ponowne dobijanie się perkusisty zacisnęła usta.
- Przynajmniej mi odpowiedz - Zaczął przejęty – Siedzisz tu od piętnastu minut!
- Proszę, zostawcie mnie… - Odpowiedziała mu w końcu.
- Będziesz strzelać fochami? – Spytał lecz po chwili ugryzł się w język – Dobrze. Otwierasz to?
- Nie - Krótka odpowiedź spowodowała u mężczyzny jeszcze większą determinacje w czynach i nie zważając na nic złapał nerwowo za klamkę, która spowodowała otworzenie drzwi. Zdziwiony całym zajściem sytuacji spojrzał na siedzącą kobietę i spytał:
- Czyli przez cały czas były otwarte?
Emily nic nie powiedziała tylko kiwnęła głową i ponownie ją oparła o zimną ścianę. Ten zaśmiał się po cichu i usiadł obok kobiety.
- Dave poszedł? – Spytała po chwili.
- Przed chwilą.
Po tych słowach zapadła kilkuminutowa cisza. Kobieta zajęta analizowaniem swojego życia patrzyła przed siebie, lecz mężczyzna wręcz przeciwnie, był w nią zapatrzony. Uśmiechał się mimowolnie, a gdy Emily przyuważyła jego wzrok spojrzała na niego pytająco.
- Nie umiem wymyślać tematów do rozmowy – Zaczął – Wolę chyba się na ciebie patrzeć…
- Wiem o czym mówisz. Też tak czasem mam, że usta mi się zamykają i nie mam siły nic powiedzieć. Albo po prostu nie mam ochoty i jestem zmęczona – Wtedy odwróciła się w jego stronę i powiedziała z uśmiechem – Nasz nieśmiały Robercik…
- Nie jestem nieśmiały… - Zaprzeczył lecz nagle usłyszał głośny śmiech kobiety. Po chwili usiadła na kolanach i nagle coś trzasnęło drzwiami.
- Słyszałeś to? – Spytała chłopaka i wstała z podłogi.
Mężczyzna wyprzedził ją i wszedł do głównego pomieszczenia. Stanął na środku i zobaczył Brada, który trzymał w dłoni jakąś gazetę.
- Coś się stało? – Zaskoczony spojrzał na mężczyznę – Trzasnąłeś nieźle tymi drzwiami…
- Jest Chester? – Spytał zdenerwowany.
- Nie. A co się stało?
- Patrz – W tej chwili rzucił mu dany artykuł pod nos, a ten zaczął się w niego wpatrywać. Przeczytał pierwsze zdanie, lecz Delson zaskoczył go krótkim streszczeniem.
- Najpierw zaskarżyła na Mike’a, potem wyprawia takie rzeczy niszcząc dziewczynie życie! Co będzie następne? Wiesz co się stanie? – Zrobił chwilę przerwy i popatrzył na mężczyznę – Nie pokazuj jej tego na razie. Niech ta sprawa się wyjaśni…
- Czego nie pokazuj? – Spytała Emily wyłaniając się z drugiego pomieszczenia. Bardzo dobrze słyszała rozmowę mężczyzn i w tej chwili postanowiła zainterweniować.
Brad bez żadnego wyjścia pokazał jej gazetę, a ta nerwowo za nią złapała. Popatrzyła na tytuł artykułu i usiadła na kanapie. Trzęsącymi dłońmi złapała za dwa rogi gazety i co pewien czas przegryzała nerwowo usta. Robert widząc jej stan usiadł obok.
- Tylko mi tu nie płacz! – Powiedział po chwili.
Emily już nic więcej nie powiedziała tylko oparła się o Roberta, który w tej samej chwili mocno przytulił roztrzęsioną kobietę.

***
- Zabiję tę sukę! – Wrzasnął Chester rzucając w ścianę gazetą – Jak ją zobaczę to jej te parszywe włosiska powyrywam, nie mówiąc o tym, że nie wyjdzie z tego żywa! – Zrobił kilka kroków po pokoju i coś sobie uświadomił – Kobiet nie biję… - Wtedy się zatrzymał i spojrzał na jej twarz, a raczej próbował na nią spojrzeć. Schowana pod dłońmi emanowała czymś w rodzaju rozbicia i wołała o to by została sama. Chester widząc jej stan przybliżył się do niej i oparł jej głowę o swoje ramię.
- Nienawidzę jak płaczesz – zaczął – Razem załatwimy tę gówniarę. Musimy tylko pójść i sprostować artykuł, to nie może… - Tu się zatrzymał i złapał za jej nie reagującą głowę.
- Zniszczyć mi życia? – Dokończyła za niego i odsunęła się. Starła łzy ze swoich policzków i ponownie złapała za leżącą obok gazetę – Kto chciał już przeczytał, wycofanie nic nie da. To jest w sprzedaży – Podkreśliła i ponownie wybuchła płaczem.
- Nie może po prostu nagadać tak na ciebie! Są jakieś granice! – Krzyknął i usiadł obok. Zabrał jej po raz kolejny artykuł i schował za kanapą – Masz mi tego nie ruszać, bo za każdym razem jak to widzisz to się załamujesz.
- Już się załamałam! Nie widzisz? – Wrzasnęła i z całej siły wtuliła się w siedzącego chłopaka – Od dzisiaj nie mam życia.
- Może to będzie denne pocieszenie, ale razem go nie będziemy mieli. Jakoś przez to przebrniemy – Zatrzymał się i czując zapach jej włosów dodał – Tylko na takie pocieszenie mnie stać w tej chwili.
Kobieta jednak nie zwróciła uwagi na te słowa tylko zahipnotyzowana wstała z kanapy i powiedziała:
- Idę to wyjaśnić!
- Do redakcji? – Spytał zaciekawiony – Już zadzwoniłem do Brada by to załatwił…
- Idę spotkać się z Jessicą. Nie mam siły już na nią, rozumiesz?! – Krzyknęła i poczuła jak Chester łapie za jej roztrzęsioną dłoń.
- Zostań tu, to ci nic nie da – Próbował jej to uświadomić – Możesz pogorszyć sytuację, powstrzymajmy się przed następną rozprawą.
- Jeszcze ta sprzedajna dziwka dostanie za Mike’a! Zostaw mnie! – Krzyknęła w jego stronę widząc jak próbuje ją powstrzymać.
- I co jej zrobisz? – Spytał nie puszczając jej ręki.
- Zapytam ile jej zapłacili za referat z mojego pięknego życia – Zatrzymała się i dodała – Ona zrobi wszystko by zarobić, by zniszczyć komuś życie. Ona sobie będzie pływać w blasku sławy, jak to niby uchroniła mnie od złego tworząc tym samym z siebie wielką bohaterkę, a ja będę leżeć i kwiczeć.
- Każdy przy zdrowych zmysłach w to nie uwierzy!
- Gdybyś nie zauważył to ona się wybiła z tym swoim modelingiem, ona ma więcej wpływów na to co mówi. Ja jestem tylko szarym człowiekiem bez swojego zdania.
- Masz mnie, a mówiąc szczerze moje zdanie w mediach jest bardziej rozchwytywane niż jej.
- I co? – Stanęła naprzeciw niego uwalniając się z jego uścisku – Dasz wywiad jaka to jestem wspaniała, zaprzeczysz temu, że jednak ta rozprawa nie dotyczyła mnie, że to nie chodziło o gwałt. Może też zaprzeczysz, że Jessica nie jest moją przyjaciółką?
- Najpierw to wycofamy – powiedział i próbując ją uspokoić dodał – To nic ci nie da, a pogorszysz sprawę. Uwierz mi…
- Oni zniszczą mi życie! Wszyscy się dowiedzieli kim byłam od momentu kiedy was poznałam! Wszyscy już wiedzą, że zostałam wykorzystana, że to najprawdopodobniej Mike mnie tak urządził, nie mówiąc już o tym jak pod koniec artykułu dowiedziałam się, że Jessica pomagała mi przetrwać te dołujące dni, udając moją przyjaciółkę – Zrobiła przerwę i złapała za stojącą szklankę. Obróciła ją w dłoniach kilkakrotnie i po chwili z całej siły rzuciła nią o podłogę. Bennington widząc jej złość objął ją w pasie, a ta wyrywając się wrzasnęła na cały głos.
- I co ty wyprawiasz?! – Krzyknął doprowadzając ją do porządku. Rzucił ją na kanapę i spojrzał w jej wystraszone oczy. Nie wiedząc co ma na myśli uniknęła jego wkurzonego, lecz zatroskanego wzroku i poczuła jego rękę na policzku. Delikatnie ją objął chcąc tym samym uspokoić kobietę.
- Najpierw mną rzucasz, a potem mnie dotykasz! – Powiedziała i odepchnęła jego dłoń.
Bennington nerwowo spojrzał na kobietę, która chciała wstać z sofy, lecz po raz kolejny on jej to uniemożliwił. - Puszczaj mnie! – Krzyknęła do niego i zaczęła wyrywać się z jego objęć.
- Nigdzie nie pójdziesz, zostaniesz tu do czasu gdy się uspokoisz! – Krzyknął na nią, choć wiedział, że nie powinien. Ta spojrzała na niego bezsilnie i wybuchła po raz kolejny płaczem – Mam już tego wszystkiego dość… Dość! – Wrzasnęła po raz kolejny i położyła się na kanapie. Widząc przed sobą tylko oparcie zamknęła oczy i uroniła słoną łzę, która automatycznie spadła na jasny koc. Nie czując już zupełnie nic przyglądała się abstrakcyjnym wzorom, które zostały stworzone z inicjatywy zbierających się łez i światła. Wiedząc, że za nią siedzi Chester postanowiła pozostać w ciszy. Każde niewypowiedziane słowo dusiło ją w gardle, a nacisk jaki kierowało w stronę ust wywierało u niej coraz większą presję. Wiedząc, że od tego czasu jej życie nabierze zupełnie innego kierunku uległa namowom swojego ciała i bezwładnie położyła swe dłonie na miękkim materacu. Jedna z nich jednak po jakimś czasie skierowała się w górę i częściowo zasłoniła oczy z których leciały małe, zimne łzy bezsilności. Jej powieki odmówiły posłuszeństwa, choć obiecały jej, że zamkną się dopiero po wchodzie księżyca. Delikatnie otuliły mokre oczy, wypuszczając jeszcze ostatnią słoną kroplę żalu i wtargnęły do jej umysłu. Kręcąc się po zakątkach swoich uczuć próbowała je jakoś posortować, lecz podstępne demony rozchwytywały je i plątały na wszystkie strony. To dlatego nie potrafiła oddzielić fikcji od rzeczywistości. Nie widząc już pozytywnej strony swojego „Ja” zacisnęła usta.
- Wiesz, że damy radę prawda? – Spytał podnosząc ją lekko na duchu – Pamiętaj, jestem z tobą i jeśli będzie ci się działa krzywda przez jakiś kretynów, ja się z nimi rozprawię.
Kobieta nie odwróciła się w jego stronę tylko przetarła oczy i ponownie je zamknęła. Delektując się smakiem słonych łez oblizała wargi i nagle poczuła delikatny dotyk kogoś jej bliskiego. Chester przejechał po jej czole  próbując doprowadzić kobietę do porządku.
- Nie mam pojęcia skąd Jessica wpadła na pomysł oczernienia cię i przedstawienia w świetle nieporadnej kretynki – Zatrzymał się sprostował – Będzie wrabiała w to Mike’a jak się da, nawet kosztem Ciebie. Przecież udzieliła wywiadu o tobie, ale wplotła też dużo jego, więc zrobiła to co miała na celu. Niszczenie osób, których nienawidzi. Teraz gdy media się o tym dowiedziały o co naprawdę chodzi w tej całej sprawie, będą bardziej szukać sensacji. Być może nie ty, ale to Mike ma bardziej przewalone.
- Wszystko wyszło na jaw, wszystko to co chciałam ukryć… - odezwała się bezsilnie. Głośno wypuściła powietrze z ust i w tej samej chwili lekko odwróciła się w jego stronę, tak by zobaczyć jego twarz – Wszyscy już nawet wiedzą, że jesteśmy parą…
- I tak by to wyszło na jaw – Uśmiechnął się choć nie tego wymagała sytuacja i złapał za jej dłoń – Musimy tylko teraz bardziej uważać – Ostrzegł ją i wplótł swoje ręce w jej włosy.

***

Chester stanął przed wielkim pomieszczeniem. Gołe ściany zabetonowanego pokoju zaczęły coraz bardziej go przerażać, choć kiedyś sam był przyzwyczajony do takiego widoku. Skrzyżował swoje ręce i oparł się o stojący obok stolik. W pewnym momencie ktoś zakłócił jego spokój i do pomieszczenia weszła dobrze znana mu osoba.
- Mamy kilka minut.
- Kiedyś ty mnie tu odwiedzałeś – Zauważył siadając na postawionym obok krześle.
- Czasem role się odwracają – powiedział Shinoda i położył ręce na drewnianym blacie. Przyglądnął się bliżej przyjacielowi i widząc strach w jego oczach miał coś spytać, lecz ten go uprzedził.
- Dajesz sobie radę?
Chcąc w tej chwili uniknąć odpowiedzi wzruszył ramionami, bo tak naprawdę nie wiedział co czuje wewnątrz. Pustym wzrokiem popatrzył w głąb pomieszczenia. Wymęczony ciągłym czekaniem i ciszą leniwie przymrużył oczy, ale po chwili zrezygnował z tego czynu.
- Nie jest najlepiej – Zaczął wreszcie Bennington.
- Przecież wiesz, że to nie ja! – krzyknął wkurzony.
- Mike, czy ja powiedziałem, że ci nie wierzę? – Zapytał zdenerwowany – Ja jestem pewny tego, że jesteś niewinny, ale media już nie.
- Napisały już coś o mnie? – Spytał choć spodziewał się takiego obrotu sprawy – Cholera jasna! – W tej chwili walnął ręką o stół.
- To była Jessica.
- Jak to? – Przerażenie w oczach sparaliżowało siedzącego naprzeciw mężczyznę. Nie chcąc denerwować przyjaciela odwrócił swój wzrok w zupełnie inną stronę i zaczął mówić uproszczonym ciągiem zdarzeń – Wydała kim jest Emily, udzieliła wywiadu o całej sprawie, głównie chodziło o to by z przekonaniem zrobić z ciebie oskarżonego. Dolała oliwy do ognia. Wznieciła iskrę, teraz to wszystko pójdzie z dymem jak nic się nie wyjaśni jak trzeba. Ona kłamie jak z nut, a wszyscy wokół jej wierzą!
- Skąd wiesz? – Spytał nagle.
- Wzrok ludzi, ciągłe pytania reporterów… - Tu zrobił przerwę by wziąć głęboki oddech i z wielkim bólem dokończył – A dzisiaj się dowiedziałem, że nasza płyta stoi pod znakiem zapytania.
- Zginę w pierdlu – Podsumował.
- To nie koniec świata, przecież wiele osób jest za tobą.
- Co dokładnie napisała? – Spytał nagle odbiegając od tematu. Nie słysząc żadnej odpowiedzi z jego strony wstał i ponownie zapytał o notkę w gazecie. Bennington poddając się jemu woli odrzekł:
- Jesteś winny w tej całej sprawie, zgwałciłeś Emily i ją. Oskarża cię o usunięcie dziecka i pobicie. Napisali jeszcze, że nie byłeś lojalny i że jesteś skończonym kretynem. Uważa, że cała wina jest twoja, choć i tak zatuszowała swoje wypowiedzi, bo głównie skoncentrowała się na osobie Emily, ale ja znam takie sztuczki. Nie miała na myśli jej, jak ciebie. Ta kobieta cię wykończy!
- Wiem! – Krzyknął – Wiem. Już to zrobiła. Co z płytą, co z fanami, co ze mną? – Wstał ponownie z miejsca i podszedł do okna. Widząc nienaganną pogodę, odwrócił wzrok i spojrzał na przyjaciela – Większość osób uwierzyła, że jestem winny, a ja siedzę i nie wiem co zrobić ze swoim życiem.
Mężczyzna wpatrywał się tak w niego przez pewien czas po czym także wstał i objął go lekko ramieniem.
- Wyciągnę cię stąd – powiedział, a Shinoda mimowolnie się uśmiechnął. Stanął po raz kolejny przed nim i widząc w jego oczach malutką nutkę nadziei obrzucił go wdzięcznym wzrokiem i zniknął za drzwiami.

***

Czując na sobie wzrok każdego przechodnia przełknęła głośno ślinę i skręciła w następną uliczkę. Czując jak nogi odmawiają jej posłuszeństwa oparła się o stojące drzewo i spojrzała na telefon. Zaciekawiona wiadomościami, jakie były tam zawarte odblokowała go i zamarła.
5 nieodebranych połączeń od Ian’a.
To było nieuniknione. Dowiedział się.
Ta świadomość przerażała ją od środka. Dopiero teraz odżywały w niej prawdziwe cząstki, stanęła przed samą sobą. Wiedząc, że ukrywanie tego nie ma żadnego sensu oparła się o pień i skierowała swoje myśli w kierunku swojej przyszłości. Przeplatała się ona z przeszłością, tworząc przerażającą teraźniejszość, której nie mogła przeskoczyć. Czując kompletne rozbicie zaczerpnęła powietrza i drżącymi rękami dotknęła za swoją kieszeń, wydobywając z niej po raz kolejny telefon. Sprawdziła, która jest godzina i nagle usłyszała nieznany głos.
- Jak tam rozprawa? – Nieznajomy mężczyzna w brązowej kurtce przysłaniał lekko swoją twarz, nie wiadomo z jakich powodów. Nie widziała tego dokładnie, ale miała wrażenie, że uśmiechał się do niej zadziornie i w każdej chwili mógł posunąć się za daleko.
- Przepraszam, nie odpowiadam na takie pytania. Zajmijcie się swoim życiem – Krzyknęła do niego i odeszła od wielkiego drzewa. Z kamienną twarzą zrobiła kilka kroków naprzeciw siebie, a nieznajomy widząc jej zamiary przybliżył się do niej i zablokował ucieczkę.
- Ale dlaczego złotko tak się denerwujesz? – Spytał kokieteryjnie i złapał za jej ramię. Czując przenikający ból w okolicy łokcia cicho jęknęła. Nie widząc drogi jaką kreśliła nogami krzyknęła po raz kolejny, lecz żadna z osób nie zwróciła na nią uwagi. Widząc po chwili zaniedbaną okolicę w której się znajdowała, przeszedł ją strach.
- Zostaw mnie! – Wrzasnęła i po raz kolejny się wyrwała.
- Muszę ci coś powiedzieć… - Zaczął z uśmiechem na ustach – Ale obiecasz, że nikomu nie powiesz?
Emily nie wiedząc co mężczyzna ma na myśli przytaknęła, bo strach zaczął paraliżować jej wszystkie zakątki ciała. Tak nagle znalazła się na zapuszczonej uliczce, przy nieznanym mężczyźnie, który łudząco jej kogoś przypominał. Tylko nie wiedziała kogo.
- Grzeczna dziewczynka – Powiedział do niej z udawaną czułością. Kobieta nie wiedząc co tak naprawdę nieznajomy ma na myśli odsunęła się krok do tyłu i popatrzyła na niego swoimi przestraszonymi oczami.
- Nie znamy się! – Stwierdziła kobieta z przerażeniem w oczach.
- Jeszcze – Zaśmiał się po raz kolejny i nie odsłaniając swojej twarzy popatrzył na nią zadziornie – Mam nadzieje, że jednak zostaniemy przyjaciółmi.
- Nie rozumiem – Przerwała mu – Kim pan jest?
- Pan? Mówmy sobie na „Ty”.
Kobieta przełknęła nerwowo ślinę i oparła się o zimny mur. Spojrzała na swoje paznokcie i mocno ścisnęła swoje dłonie
- Jak było w sądzie? – Spytał po raz kolejny i wyjął z kieszeni jakieś papiery. Emily zaciekawiona ich zawartością delikatnie się przybliżyła i podniosła głowę do góry, lecz gdy nieznajomy to zobaczył schował je po raz kolejny obdarzając kobietę niewidzialnym uśmiechem – Musisz być bardzo dzielna…
- Kim jesteś? Kimś z gazety, telewizji? Czego chcesz?! – Spytała nerwowo.
- Twojego zrozumienia, słoneczko – Kobieta zaskoczona tą odpowiedzią zamknęła oczy i z nadzieją, że za chwilę to się skończy powtarzała w myśli, że to tylko jej wyimaginowana wizja.
- Nie jesteśmy na „Ty” – powiedziała zdenerwowana. Poprawiła swój kosmyk włosów, który nachodził na jej oczy i spojrzała w jego ciemne oczy.
- Ja cię znam. Jesteś Emily, zaradna lecz często załamująca się kobieta, straciłaś rodziców w wypadku, zostałaś wykorzystana, chodzisz ze sławną gwiazdą rocka. Ponadto często gasisz światło po północy, lubisz tworzyć wspaniałe obrazy, których i tak nie rozumiem, a twoim uzależnieniem było kiedyś samookaleczanie…
Kobieta zrobiła szerokie oczy. Drżącymi rękoma złapała za ścianę i uświadamiając sobie prawdziwość jego słów nerwowo spojrzała przed siebie. Czując ciarki na swoich rękach, ścisnęła swoje usta. Wszystko wokół zaczęło dziwnie wirować. Przez chwilę tkwiła w niezdefiniowanym transie swoich myśli, lecz po chwili zabrała głos.
- Kim jesteś?! – Spytała.
- Nadal twierdzisz, że nie mogę mówić ci po imieniu? Wiem o tobie wiele… - Uśmiechnął się po raz kolejny – Chyba mam prawo odzywać się do ciebie nieco inaczej.
- Skąd to wiesz?! – Krzyknęła do niego po raz kolejny i odsunęła się od wielkiego muru. Z wielką ochotą wybuchnięcia płaczem odsunęła się od jego osoby, lecz on nie zakończył tego tematu tak szybko.
- Faktycznie, może jesteś w szoku. Następnym razem jak się spotkamy będzie przyjemniej – Złapał za jej dłoń i dodał – Obiecuję.
Emily widząc jego stanowczość w głosie wyrwała dłoń z jego palców i udała się w stronę uliczki. Nie wiedząc co tak naprawdę tu się do końca wydarzyło, spojrzała po raz ostatni w tył i popatrzyła na wysokiego mężczyznę.
- Jakby co nazywaj mnie Tod*! – Krzyknął opierając się jedną ręką o mur – Miłego dnia!
Emily zahipnotyzowana odeszła w drugą uliczkę i nadal zszokowana oparła się o mur i spojrzała w niebo. Ciemne chmury przesłoniły częściowo słońce, tak samo jak to zdarzenie zaćmiło jej teraźniejsze patrzenie na świat. Nie wiedząc co zrobić z oporem hamowała łzy. Nie ma pojęcia skąd zna tego człowieka, albo w ogóle go nie zna.
Skołowana własnymi myślami pognała do domu i drżącymi rękami wysłała Chesterowi wiadomość, w której zawarta była propozycja spotkania późnym wieczorem.

***

Mężczyzna wolno otworzył drzwi do nie swojego domu. Popatrzył przed siebie i widząc jak rozściela się przed nim duży przedsionek przetarł leniwie oczy. Wszedł do salonu, gdzie jak można było się spodziewać panował niemały bałagan. Twierdząc, że sprzątanie to nie robota dla niego przeszedł po rozwalonych notatkach i podszedł pod szafkę z jego zapiskami. Wiedząc, że jakakolwiek zdrada o tym, że tu był może skończyć się dobrą kłótnią, starał się zostawiać rzeczy w takim porządku jaki zastał. Otworzył pierwszą szufladę i położył na szklanym stoliku. W tej chwili zaczął przeszukiwać ich zawartość. Wiedząc, że jego bezsensowny plan zdobycia jakichkolwiek informacji, które skompromitowały by Jessicę, nie powiedzie się tak szybko, nadal je oglądał z każdej strony. Może było to tylko dla sumienia? Zresztą to i tak by nie pomogło. Sumienie by miał naprawione pod względem szukania informacji, a z drugiej strony zniszczone pod względem gdzie ich szukał. Wiele razy spotkał się z niezadowoleniem Shinody, wtedy gdy chciał coś znaleźć w jego rzeczach. Pierwszą zasadą Mike’a było to, że jeśli coś należy do niego to coś jest jego i nikt nie ma prawa tego ruszać.
Nie znajdując tam zupełnie nic odłożył szufladę na swoje wcześniejsze miejsce i zabrał się za drugą. Znowu to samo. Znalazł tylko rozmaite papiery zespołu, rachunki, teksty piosenek i rysunki. Ponadto kilka razy natknął się na gumy do żucia, które była złożone w charakterystyczną kulkę oraz zużyte długopisy i różne zdjęcia. Nic nowego.
Zrezygnowany podszedł do następnej z nich i z wielką zawziętością ją otworzył.
Nagle coś usłyszał.
Ciche pukanie w drzwi sparaliżowało jego dłonie, które w chwili jego usłyszenia trzymał na rogach szafki. Nie wiedząc co zrobić zostawił niezbadany przedmiot i podszedł bliżej. Stukot nie ustawał. Przez chwilę zastanowił się czy to być może Mike, jednak po chwili uświadomił sobie, że nawet taki nieogarnięty człowiek nie pukałby do swojego domu. Podszedł bliżej i położył dłoń na drewnianych drzwiach.
- Mike, jesteś tam? – Spytała tajemnicza osoba. Bennington jednak po głosie mógł rozpoznać do kogo ten głos należy. Kobieta.
Nagle ustała cisza. Pukanie w drzwi ustało, a sam zdziwiony takim przebiegiem sytuacji usiadł na stojącej półce i czekał na kolejny odzew tajemniczej nieznajomej.
- Widziałam kogoś w oknie, Mike wiem, że to ty. Chcę pogadać, nic więcej – Oznajmiła po chwili – Byłam tu wczoraj, ale nie otworzyłeś mi, słyszałam te plotki, a ja nadal nie mogę w to uwierzyć.
Nagle Chester spróbował zaryzykować. Podszedł pod nie ponownie i spytał:
- Byłaś tu wczoraj?
Kobieta skołowana jego nagłą zmianą głosu zrobiła dziwną minę, lecz nie poddała się. Stwierdziła, że to być może akustyka pomieszczenia robi z nim takie sztuczki.
- Tak i dzisiaj też jestem. Otwórz mi – odpowiedziała po chwili mężczyźnie.
Ten uśmiechnął się pod nosem i nadal grając swojego przyjaciela zapytał po raz kolejny.
- Każdy mnie uznaje za winnego… - Zaczął – Nie uważasz, że mógłbym ci coś zrobić?
Nieznajoma stanęła przed drzwiami i z jeszcze bardziej zaskoczoną miną odpowiedziała:
- Nie. Nie byłbyś do czegoś takiego zdolny. Jestem pewna, że to plotki. Sam przecież wypłakiwałeś się na moim ramieniu, że straciłeś to dziecko.
Chester uśmiechnął się pod nosem po raz kolejny i zaryzykował otworzyć drzwi. Lekko przejechał swoimi dłońmi po klamce i pociągnął ją na dół.
W tej chwili stał już przed osobą z którą wymieniał krótkie, lecz dosadne zdania. Rudowłosa zrobiła przestraszone oczy i z wielką ochotą ucieczki zrobiła krok do tyłu.
- Poczekaj – zaczął Chester – Wejdź.
- Oszukałeś mnie! – Krzyknęła i zeszła ze schodów – Zabawnie było, prawda? Uśmiałam się jak nigdy!
- Możesz mnie posłuchać? – Spytał i oparł się o drzwi. Popatrzył na jej oczy i wzrokiem uświadomił jej, że to nie miało mieć za zadanie skompromitowanie jej. Zdenerwowana kobieta przystanęła na chwilę – Dziękuję – Kiwnął jej głową i wskazał ręką drogę do domu – Wejdź, proszę.
- Masz dla mnie więcej takich niespodzianek? – Spytała wkurzona i odwróciła się na pięcie.
- To nie chodzi o mnie tylko o Mike’a – Powiedział nagle i zobaczył jak kobieta, która przed chwilą zeszła z podestu odwraca swoją głowę. Ogarnęła swoje włosy do tyłu i spojrzała na jego twarz.
- Co z nim?
- Jak na razie nic – Zaczął – Policja nie daje za wygraną, zeznania poszły w obieg. Słyszałaś pewnie o tym artykule, o tym wszystkim. Nie mogę nic więcej się dowiedzieć, siedzę w jego domu by znaleźć jakąkolwiek rzecz, alibi która by go usprawiedliwiała, lecz to jest niemożliwe. Przeliczyłem się ze swoimi możliwościami – Oznajmił i głośno westchnął. Podszedł do niej i złapał delikatnie za jej skórzaną kurtkę – Wejdź.
Kobieta kiwnęła głową i posłuchała mężczyzny. Przekroczyła próg jego domu i po chwili znalazła się w salonie. Oceniła wzrokiem całą zaistniałą tu sytuację i przekręciła kilkakrotnie głową.
- Nie będzie zadowolony, wiem, ale robię to dla jego dobra – uprzedził jej wywody i zaczął sprzątać rozrzucone papiery. Po chwili jednak popatrzył na kobietę i z uśmiechem na ustach stwierdził – Możesz się ze mnie śmiać, ale nie pamiętam twojego imienia. Możesz mi je przypomnieć? – Spytał po chwili.
- Lisa – Odwzajemniła uśmiech i złapała za leżącą obok kartkę. Rzuciła na nią okiem i tak jak resztę papierów schowała do szuflady.
- Chester – Zaśmiał się i podszedł do dziewczyny - Musisz bardzo lubić Mike’a, jeśli go nie zostawiłaś po takim zdarzeniu – stwierdził.
- Po prostu wiem, że to nie on – Odpowiedziała mu i usiadła na kanapie.
- A skąd? Może to on kłamać, a reszta chce cię przed nim uchronić.
- Kieruję się sercem i rozumem, nie parszywymi plotkami – spojrzała na jego zaskoczoną twarz i dokończyła – Taka mała różnica pomiędzy mną z resztą ludzi.

**

Brunetka weszła na podwórze i zatrzasnęła swoją starą furtkę. Po chwili wyjęła kluczyk ze swojej kieszeni i z obawą, że ten typ może nadal ją obserwować postanowiła pospieszyć się z otwarciem tych drzwi. Jednak jej zdenerwowane ręce nie pozwoliły na to, kołysały się na wszystkie strony, dzięki czemu włożenie klucza był wręcz niemożliwe. Zdenerwowana, a zarazem przerażona tym faktem schyliła się by odetchnąć i na jej drodze pojawiła się jedna niepozorna koperta, którą już chyba widziała. Złapała dłońmi za usta i z wielką ochotą krzyku wzięła go do ręki. Nie czekając ani chwili dłużej zaczęła szarpać się z drzwiami i po pewnym czasie dała radę je otworzyć. Weszła do pomieszczenia i rzuciła kurtkę na stojące obok krzesło. Usiadła na drugim i otwarła ją.
Historia się powtórzyła.
Na rysunku widniało drzewo.
Na drzewie wisiała lina.
Na linie zawieszona była nieznana jej postać.
I cyfry.
Krzyknęła.
Nie wiedząc co robić rzuciła kopertą w głąb pomieszczenia i złapała za kurtkę. Przysłoniła nią swoją twarz i poczuła jak łzy zaczęły spływać po jej zimnych policzkach. Gorące jak ogień słone krople spływały po jej twarzy rozgrzewając ją i paląc od wewnątrz. Wstała i z całej siły walnęła o kanapę. Nie wiedząc co robić popatrzyła na telefon i uświadamiając sobie, że i tak wcześniej umówiła się z Chesterem położyła go na podłodze.
Wrzasnęła po raz kolejny z bezsilności.
Czując jak po jej gardle zaczęły chodzić niewidzialne mrówki przełknęła głośno ślinę i sama położyła się na dywanie. Zamknęła oczy i wyczerpana dzisiejszym dniem spojrzała na swoje kolana. Nie wiedząc o co tak naprawdę może chodzić zakryła twarz swoimi dłońmi i ponownie zalała się łzami.

***

Muzyk włączył telewizor i zerknął na swój telefon, który leżał tu od samego rana. Odczytał z niego wiadomość od Emily, którą dostał kilka godzin temu i odłożył komórkę na miejsce. Podrapał się po głowie i założył czarną koszulkę. Nie słysząc nic prócz szmerów, które dobiegały z programu telewizyjnego usiadł na kanapie i spojrzał w okno. Na dworze zaczęło robić się ciemno, a ptaki zacichły. Układały się do snu. Myśląc o latających stworzeniach sam uświadomił sobie jak sen jest mu teraz bardzo potrzebny. Nie spał dobrze od kilku dni, był rozbity, myślał całe noce lub pod wpływem wymuszonej weny próbował coś stworzyć, coś co pomogłoby mu to wszystko przetrwać. Nigdy nie pisał tekstów piosenek na siłę, nigdy nie miał w planach tego by usiąść i po prostu pisać na zarzucony mu temat. To musiało być coś głębokiego, coś co pochodziło z jego serca.
Wstał i szybkim ruchem podbiegł do szafki, z której wydobył swój czarny długopis. Podekscytowany swoją przybyłą weną złapał za leżącą obok kartkę i przejechał tuszem po białym papierze.
Nagle coś przerwało jego działania. Pukanie do drzwi zakłóciło jego zamiary. Będąc niemal pewny, że to Emily przyszła wcześniej podbiegł do drzwi i otworzył je szybkim ruchem.
To co zobaczył przeszło jego najśmielsze oczekiwania.
- Co ty tu robisz? – Spytał zaskoczony, nie kontrolując swoich słów.
- Chester! – Wrzasnęła, a kobieta niemal natychmiast zarzuciła swoje ramiona na jego plecy. Przycisnęła jego ciało do swojego i tak wtulona została do momentu gdy Bennington odsunął ją od siebie. Popatrzył zszokowanymi oczami i nie wiedząc co zrobić pół śmiechem odrzekł:
- Jak to się stało, że ty…?
- Wytłumaczę ci to – Odpowiedziała mu i popatrzyła na niego. Na twarzy malował się ból i tęsknota, a jej ręce złapały za otworzone drzwi.
- Marlene, dlaczego przyjechałaś? Coś się stało? – Spytał po chwili gdy oboje znajdowali się wewnątrz. Kobieta odłożyła w kącie swoje buty i stanęła naprzeciw niego.
- Słyszałam o Mike’u – Zaczęła.
- Tylko dlatego przyjechałaś? – Spytał zszokowany.
- Tylko? – Spytała zdziwiona – Myślałam że Mike jest warty coś więcej niż zwykłe „tylko”. – Zarzuciła mu.
- Sama wiesz, że nic nie zrobisz w tej sprawie.
- Czyli to prawda? – Kobieta lekko ogarnęła swoje włosy i weszła do salonu. Widząc włączony telewizor skrzywiła się, lecz nie zważając na niego większej uwagi znowu popatrzyła w oczy Chestera – Słyszałam o tym. Doszły mnie słuchy i redakcja… - Tu przerwała.
Bennington popatrzył na nią z wielkim szokiem. Przeszył wzrokiem jej przestraszoną twarz i z wielką chęcią zadania pytania otworzył usta, nawet udało mu się wydobyć jakąś literkę, słowo, lecz kobieta go uprzedziła.
- Chciałeś wiedzieć to proszę – Zaczęła zdenerwowana – Redakcja dowiedziała się o tym incydencie kilka dni temu. Była taka podekscytowana, bo mieliśmy jako pierwsi napisać o tym artykuł, ale oczywiście trzeba było zebrać więcej informacji – Tu się zatrzymała i usiadła na rogu kanapy – Wszyscy wiedzieli, że znam was osobiście…
- Przyszłaś tu tylko by wydobyć informacje o całym zamieszaniu? – Spytał zaskoczony i usiadł na krześle.
- Chester, posłuchaj mnie… - Jej błagalny ton przedostał się do każdego zakątku jego umysłu. Przerażony jej zachowaniem wstał i wskazał na drzwi – Daj mi to wytłumaczyć, a nie mnie wyganiasz!
- Marlene wyjdź – Powiedział przez zęby – Mam tego wszystkiego po dziurki w nosie, a ty jeszcze przychodzisz i mówisz mi, że masz wyciągnąć informacje na temat rozprawy.
- Możesz mnie wysłuchać? – Krzyknęła i bezsilnie oparła się o swoje dłonie – Kazali mi wyciągnąć te informacje. Wiesz, albo nie wiesz, ale ja od pewnego czasu mam z nimi przerąbane. Podpadłam im kilka razy, a to była moja ostatnia szansa na odbudowanie posady.
- Proszę, korzystaj z niej – Wtrącił się w jej monolog, lecz kobieta nie zwróciła na niego najmniejszej uwagi.
- Stwierdzili, że jeśli was znam będzie mi łatwiej wyciągnąć informacje i zrobię tym artykułem furorę. Takie zdarzenie raczej często się nie zdarza, przy moich wcześniejszych wywodach byłaby to perełka. Więc zagrozili mi. Albo napiszę ten artykuł, albo się ze mną rozprawią.
- Co chcesz wiedzieć? – Spytał się coraz bardziej wkurzony. Skrzyżował swoje ręce i popatrzył na jej rozbitą twarz.
- Chester oni mnie wywalili! – Krzyknęła – Wykopali mnie z roboty, bo odmówiłam – Powiedziała i oparła się o kanapę. Zahipnotyzowana spojrzała na jego obrazy na ścianie, które z każdą chwilą przybliżały się do niej bardziej.
- Zrezygnowałaś? – Spytał zdziwiony.
- A co miałam zrobić? – Zapytała teoretycznie i spuściła głowę na dół – Iść i tak po prostu nadać na swoich przyjaciół?
Chester zwrócił swój wzrok ku kobiecie. Popatrzył na nią z lekkim uśmiechem i cicho powiedział:
- Dziękuję.
Marlene także odwróciła swój wzrok i wstała z kanapy. Przeszła po jego pomieszczeniu i zaczęła oglądać jego leżące wokół rzeczy. Zdjęcia, obrazy, czasopisma.
- Masz gdzie mieszkać czy przyjechałaś na gapę? – Spytał po chwili widząc jak zaciekawiona kobieta przechadza się po jego mieszkaniu.
- Tak naprawdę przyjechałam tu, bo w Paryżu nie mam już szansy na jakąkolwiek pracę, zresztą tam i tak wszystko mi się waliło. A na starych śmieciach mogę coś ugrać. Co do twojego pytania to znajdę sobie coś – odpowiedziała i zobaczyła jak jego dłoń dotyka jej ręki.
- Czyli nie masz nic w zanadrzu? – Spytał po raz kolejny.
- Nie mam, ale będę miała – Zaśmiała się i odciągnęła swoją dłoń. Przejechała nią po zakurzonej szafce i uśmiechnęła się w duchu, że mężczyzna niczego się nie nauczył przez te lata.
- Zostajesz u mnie – Zakomunikował jej.
- Powaliło cię – Odparła i wyśmiała go po raz kolejny.
- Nie, nie powaliło – odpowiedział jej szczerze i złapał za telefon – Przynajmniej na tę noc, nie mogę cię wyrzucić za drzwi jak nie masz gdzie mieszkać.
- Jeśli nie byłoby kłopotu – powiedziała z uśmiechem kobieta i usiadła na kanapie. Dotknęła lekko po jej powierzchni i czując przyjemne uczucie oparła się o nią całkowicie. Chester w tej chwili stał z telefonem w dłoni, lecz po chwili go odłożył. Marlene zaciekawiona jego zachowaniem spojrzała na niego pytająco, a ten wzruszył ramionami. Przecież nie powie jej, że przed chwilą odwołał spotkanie z ukochaną z powodu jej nieoczekiwanego przyjazdu.


*Tod – niem. Śmierć


Witam :)
Wróciłam po raz kolejny i chciałabym coś napisać.
Dedykuję ten post Bennodzie, mojej stałej czytelniczce. Ten rozdział jest twój, dlatego, że próbowałam dostosować się do twoich uwag we wcześniejszym komentarzu czyli: Usunęłam trudne zdania, postarałam się z interpunkcją itp. Nie bij jak coś przeoczyłam przez przypadek. Tak naprawdę nie wiem czy on Ci się spodobał czy nie, ale twój O-S naprawdę podszedł mi do gustu. Jeszcze raz za niego dziękuję, jeden z najlepszych prezentów urodzinowych :) Jeszcze nigdy takiego nie dostałam.
No i to chyba tyle co miałam do napisania.
Pozdrawiam was i bardzo dziękuję, że jesteście tu ze mną, gdyby nie wy nie byłoby tego opowiadania. A to już jest 40. rozdział. Niesamowite!
Zdjęcie nieprzypadkowe, albowiem dzisiaj ma urodziny nasz Chester.
Sto lat staruszku! :) 

11 komentarzy:

  1. Wow. Niesamowity rozdział. Naprawdę wciąga. Co z tego, że rano trzeba wstać, musiałam przeczytać ten rozdział. No jestem ciekawa jak to będzie z Shinodą. Również jestem zaniepokojona listem, który otrzymała Emily. Nie mam żadnych uwag. No po prostu cudeńko. Kiedyś napiszesz książkę, ja Ci to mówię. :3 Życzę Ci weny i z niecierplieością czekam na następny. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem ci szczerze, że ubóstwiam twoje opowiadanie. Piszesz świetnie, moim zdaniem lepiej niż autorzy książek. Fabuła jest świetna i się ''klei''. Po prostu WOW ;) Podoba mi się, że rozdziały są długie. Czytam je i jem popcorn :* Już nie strzelasz błędami ortograficznymi jak na samym początku, co wcale nie oznacza, że ich nie ma :D Najbardziej lubię chwile kiedy Chester i Emily są sam na sam. Chociaż ciągle sikam w majtki bo nie wiem co będzie z Shinodą... No nic. W skrócie: twoje opowiadanie jest piękne i masz pisać dalej, bo inaczej twoi fani cię dopadną :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nowy rozdział! Jestem prze szczęśliwa ! :) To jak nagroda, za to że dzisiaj tak sprzątałam w pokoju XD
    Hm.. Emily znowu zamienia się w marudzącą, zrzucającą wszystko na siebie babę XD Nie żebym coś miała do tego, troszkę mnie to irytuję, ale no cóż tak musi być w końcu Mike za kratami i to w pewnym stopniu jej wina choć nie do końca. Uuu ale Emily wpadła w szał O.o Jessica to menda tylko nagadała żeby zarobić na nich, jakie to wredne to aż brak słów. Uuuu Tod, coś mi podpowiada, że to jakiś psychol i obserwuję Emily, czyżby on wysyłał jej te sekretne kartki hmm.. zaintrygowałaś mnie. Na pewno on coś też namiesza, czuję to, może jest na zlecenie tej blondyny czy coś.
    Właśnie wpadłam na pomysł! :D Chester mógłby się włamać do Jessic'i aby znaleźć jakieś dowody na niewinność Mike'a :D
    Cholera, cholera co za Chester! Jak mógł tak odwołać sobie spotkanie, on nawet sprawy sobie nie zdaje przez co przechodzi Emily. Ale mnie koniec rozdziału zirytował ._.
    A tak nawiązując do rozdziału, był dobry, ale nie wspaniały. Podobał mi się czytałam zaciekawiona i dodałaś tu dużo ciekawych i mieszających mi w mózgu rzeczy, lecz nie wiem nie był chyba wystarczająco zaskakujący. Tak tylko pisze, nie przejmuj się, wiem że stać Cię na więcej :) Uwielbiam długość rozdziałów, cieszę się że są takiej a nie innej długości. Widać, że nie robisz rozdziału na odpieprz tylko wkładasz w niego pracę to cieszy oczy na prawdę. Jestem strasznie ciekawa tą nową postacią Todem i tym znaczeniem jego imienia, super to wymyśliłaś ! :) Jedyne czego życze, to weny, chociaż z tego co widać jak na razie masz jej dużo. /Kuroichi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc na początku też marudziłam na ten rozdział, był trochę nie w moim stylu. Nigdy nie robiłam, że tak akcja zaczynała mi się na początku, w ogóle uznaje że opisałam to zbyt chaotycznie. Masz rację, rozdział ma dużo akcji, ale nie jest tym najwspanialszym, zresztą ciul z tym :D Musiałam coś zacząć z tą historią, bo mi się dłużyły te rozdziały i dłużyły...
      Dziękuję za wyczerpujący komentarz i dziękuję. Wena na pewno się przyda ;)

      Usuń
  4. Czekałam na ten rozdział bardzo długo, bo nie mogłam przestać myśleć od ostatniego co będzie dalej.I wreszcie jest! Od samego początku mnie zaskoczyłaś! Z tym artykułem budowałaś napięcie, a dopiero potem wyjaśniłaś. Nie cierpię tak czekać, ale jest wtedy wiecej emocji.
    A Jessica jest okropna! Ale trzeba jej przyznać trochę rozumu ma, żeby wymyślić tą całą bajeczkę. Co nie zmienia faktu że jest sucz! Jak można być tak nieczułym?! Lałam z Cherstera udającego Mike'a xD Sprytny jest :D Nie da się ukryć, że bardzo polubiłam Lisę i mam nadzieję, że będzie ona miała jakiś wpływ na dalsze losy tej całej historii. Zaintrygowała mnie postać Toda, no i trochę przestraszyła, bo skąd on moze to wszystko wiedzieć? Z gazet? Na pewno tego wszystkiego nie pisali. Więc co? Śledził ją? Wszedł na drzewo i podgladał przez okno z lornetką? No watpię . Więc mnie tym berdzo zaciekawiłaś, no i jeszcze ten list. Coś mi się wydaje, że on macza w tym palcem. Bardzo chcę się dowiedzieć o co chodzi w tych listach i numerkach. I najgorszy pomysł forever żeby odwołac spotkanie z Emily dla jakiejś Marleeen *wywraca oczami*. I to wtedy kiedy go potrzebowała, żeby się zwierzyć! Tak w ogól to nie wiem jaką rolę ta postać odegra, ale nie przypadła mi do gustu. Mam nadzieję , że Mike wyjdzie z więzienia. A jak już w nim siedzi to Lisa moze go odwiedzić :D
    Ten rozdział strasznie mi się podobał, tyle się w nim działo, więcej takich! :D I dużo weeny. A jeszcze muszę się przyznać, że jestem fanką wszystkich zdjęć, które dodajesz ;* Czekam na kolejny. Błagam streszczaj się, bo chce wiedzieć co będzie dalej ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Intrygują mnie zarówno te cyfry, listy jak i ten facet. Emily jest postawiona w cholernie ciężkiej sytuacji, ale wierzę, że sobie poradzi i Chester jej w tym pomoże. Nie trzymaj dłużej Mike w zamknięciu, nie zasłużył biedak na to.
    Weny życzę i zapraszam do siebie, pojawił się nowy rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pewnego wieczoru, bardzo późnego wieczoru w google grafika wpisałam hasło: "Mike Shinoda z żoną". Pojawiło się ładne czarno-białe zdjęcie. Kliknęłam na nie, a później w odnośnik. W ten sposób trafiłam na Twojego bloga. Tak to jest zdjęcie, które znajduje się pod One Shootem, podczas czytania którego musiałam hamować łzy, bo inaczej z moich oczu popłynęłyby słone fontanny. Piszesz naprawdę genialnie dlatego postanowiłam przeczytać te 40 rozdziałów Twojego opowiadania. Zajęło mi to 2 dni. Z każdym rozdziałem było coraz więcej łez, śmiechu, zdenerwowania (z wiadomych powodów - Scott i Jessica) i masy innych emocji. Nie komentowałam wcześniej poprzednich rozdziałów, bo praktycznie wszystko czytałam na telefonie a ciężko jest wtedy pisać zwłaszcza jak ma się takie skłonności do rozpisywania sie tak jak ja. Historia, którą wymyśliłaś jest cudowna! Różne wątki takie jak przyjaźń, miłość, dramatyczne i traumatyczne przeżycie Emily, Chester broniący jej na każdym kroku - taki czuły, cierpliwy, romantyczny, odważny, waleczny a z kolei w odniesieniu do swoich przyjaciół z zespołu zabawny, czasami chamski, żartobliwy - po prostu idealnie opisany. Pokazałaś jak bardzo ktoś może czasem namieszać w czyimś życiu - oczywiście w ten pozytywny sposób ;). Pierwsze spotkanie Chaza i Emily to była katastrofa, jak mógł ją tak potraktować? Czasami pozory mylą i on się o tym przekonał na własnej skórze. Wokół postaci Emily utworzyłaś całą historię jej życia, jej brata i rodziny. Tak jakby była prawdziwą osobą żyjąca wśród nas ze swoimi problemami. Nie będę rozpisywać się nad tym jakim to Scott jest potworem (choć naprawdę nim jest) a Jessica wstrętną małpą (nie chcę używać wulgaryzmów chociaż na opisanie tej dwójki znalazłoby się nie mało takich określeń). Chodzi o to, że gdybyś nie wprowadziła ich do fabuły wszystko byłoby takie nudne. Em i Mike nie wylądowaliby w szpitalu, dwójka przyjaciół nie trafiały nie słusznie do aresztu, a Chester i Emily prawdopodobnie nie zbliżyli się tak do siebie jak po tragedii, którą Scott zafundował dziewczynie.
    Teraz odnośnie samego pisania. Bardzo podobają mi się opisy zarówno otoczenia sytuacji jak i doskonale oddane opisy przeżyć wewnętrznych. Są niesamowicie realistyczne. Nie raz uśmiałam się czytając przekomarzanki chłopaków z zespołu. To wyśmiewanie się z wagi Joe'go i jego umiłowania do jedzenia, a zwłaszcza słodyczy - świetnie! Te ich docinki, przekleństwa rzucane od czasu do czasu i poczucie humoru nadawały im realistyczności. W praktycznie każdym rozdziale znajdowałam pewne drobne błędy stylistyczne i literówki. Raziło nadużywanie słowa "ciało" jak to już wcześniej zauważono. Zbyt często pojawiał się też wyraz "materiał" np. kiedy pisałaś o kurtkach, które Chester poszedł odwiesić w klubie, albo o sukienkach, które miała na sobie Em i innych rzeczach. Jednak da się na to wszystko przymknąć oko, jako że ja potrafię znaleźć literówki nawet w podręczniku od polskiego i historii, że już nie wspomnę o książkach, które czytam w wolnym czasie. :D. Jednak nie da się zaprzeczyć, że masz dziewczyno niesamowity talent! Mam nadzieję, że nadal będziesz pisać i kto wie może za parę lat w księgarniach i Empikach Twoje książki będą na listach bestsellerów. Nie wiem ile masz lat, jakie plany na przyszłość ale błagam nie zmarnuj swojego talentu, bo gdybyś to zrobiła to byłoby tak jakby Chester przestał śpiewać. Proszę pośpiesz się z pisaniem kolejnych rozdziałów, bo nie wytrzymam bez czytania twojego bloga! Z całego serca życzę Ci dużo weny i mnóstwo wolnego czasu żebyś mogła dalej wywoływać śmiech i łzy na twarzach wiernych czytelników Twojego bloga, do których od niedawna należę.

    To chyba tyle.. Strasznie się rozpisałam i to w dodatku piszę z telefonu ;).

    Pozdrawiam serdecznie!!! Pisz kolejny rozdział i wstawiaj szybciutko :* :* Już nie mogę się doczekać!

    PS Gratuluję wytrwałości jeśli dobrnęłaś do końca mojego komentarza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam jeszcze jedno malutkie zastrzeżenie. Bolą mnie trochę oczy od czytania białego tekstu na czarnym tle. Czy mogłabyś troszkę zmienić kolory tekstu lub tła? To tylko taka sugestia :)

      Usuń
    2. Jejku :)
      Nawet nie wiesz jaką przyjemność sprawiło mi czytanie twojego wspaniałego komentarza. Bardzo dziękuję za wytrwałość tych 40 rozdziałów, za przystąpienie do jego czytania i uwagi, które mi są bardzo przydatne :)
      Nie wiem co napisać tak naprawdę, jestem mega szczęśliwa że przybyła mi nowa czytelniczka! :) Naprawdę dziękuję.
      Co do tła - czas pokażę czy zmienię, jednak bardzo się do niego przywiązałam i jest ze mną od samego początku. Ale nie mówię że jest przekreślone, że go nie zmienię :)
      I tobie dziękuję za wytrwałość, że pisałaś to wszystko na telefonie :D
      No cóż, czas pokaże jaką stronę wybiorę, czy rysunek czy pisanie, ale chyba jedno nie przekreśla drugiego, na razie nie myślę o przyszłości.
      Więc:
      Bardzo dziękuję i pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Jesteś genialna. Czytałam już to opowiadanie dwa razy i za każdym razem odkrywam nowe przekazy.
    Bardzo lubię twojego bloga i muszę się przyznać, że mnie inspiruje do pisania.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jezu, tak mi wstyd. Tak mi cholernie wstyd za to spóźnienie.
    Miałam to przeczytać i skomentować o wiele wcześniej, no ale kurde kwiecień mnie zaskoczył. I tak cudem się dostałam dzisiaj na komputerek, bo rodzinka sumiennie mnie go pozbawia.
    No i jeszcze ten fakt, że rozdział jest mój mnie tak fajnie... ymm... nie wiem jak to nazwać, posłużę się tym: deiu3nfikjnadkjkl3hd2kldsakjkqndnj *-*
    Takżenoten, uroczo, nie?
    Tak, wszystko dzisiaj jest urocze. Aż bym zjadła coś słodkiego. Na przykład króliczka. Dziękuję!

    Po pierwsze: EMILY, CORAZ BARDZIEJ CIĘ NIENAWIDZĘ. Przepraszam, ale ona jest odpychająca. Nienawidzę takich ryczących, szarych jednostek... Jezu, kobieto, weźże się ogarnij. Okej, ja rozumiem, że jesteś po załamaniu i sratatata, ale no kurde no, czemu stajesz się taką upierdliwą, rozlazłą kluchą?
    UGGGGGHHHH!
    Chester... nie ładnie grzebać w papierach. No ale to w słusznej sprawie, więc Ci wybaczam. ALE TO OSTATNI RAZ, bo jeszcze cię wsadzą jak Mike'a.
    No właśnie, smutna trochę sprawa. Cholernie smutna. Jezu, jak można coś takiego zrobić biednemu Shinodzie... Wiesz co, przez Ciebie i Twojego bloga tracę wiarę w blogerki. Wszystkie robicie tym Linkinom tyle problemów, zabijacie im żony i dzieci, wymyślacie im depresje i tabletkomanie, często ich samych przez przypadek zrzucacie z mostów, wieszacie na smutnych sznurkach albo zapraszacie na soczek z podejrzanymi proszkami od śmierdzących panów...ALE NA PRZYKŁAD NIKT JESZCZE NIE DAŁ W OPOWIADANIU CHŁOPAKOM LIZAKA.
    A TAKIE LIZAKI TO CZASEM MOGĄ SERIO POPRAWIĆ HUMOR.
    Jezu, nie pamiętam co miałam pisać...typowe...
    Okej, co ja tam...A, no jeszcze ten gach...Tod
    No właśnie. DZIĘKI TOBIE ZNAM NIEMIECKIE SŁÓWKO, HEHEHEHE, NAUKA BARDZO. Jestem z siebie dumna. Już zapamiętam, że tod to po niemiecku śmierć, hehe. Chryste, powtarzam się.
    No ale czego ten Tod chce od naszej sierotki? To takie...hm, no niebezpieczne. Z tym gaszeniem światła to ja obstawiam podglądacza, serio.
    I znowu Emily jakieś tajne liściki dostaje. Nawet mi przebiegło przez myśl, że to jakiś wielbiciel. (taaak, w listach z pogróżkami widzę miłość, coś ze mną nie tak i to bardzo).
    Coś za mało mi Scotta... Czyżby coś knuł? No nie wiem, to takie podejrzanie podejrzane. (boże, moje słownictwo ma taki wysoki poziom .___.) Ach, jak już jesteśmy przy słownictwie (ale to chaotyczny komentarz) to chcę pochwalić, bo jest naprawdę...bogate i takie niebanalne.
    (matko, ale ja tu tych nawiasów nawaliłam)
    Ech...kochana, tak mi fajnie to czytać. Lubię tę historię. Jest taka inna.
    Kongratulejszyn, masz moje uznanie! :D
    (zawsze miałaś, ale teraz to tak szczególnie)
    nie wiem co mam dalej pisać...
    po prostu jest świetnie, dziękuję, że mogę to czytać i inne pierdółki.
    kocham, buziaczki i takie tam.

    papa, weny i pozdrawiam :D

    (mam nadzieję, że komentarz jakoś szczególnie nie jebie po oczach, ale piszę pod wpływem emocji i takie gówna wychodzą)

    PS- No i nowy rozdział u mnie, zapraszam c: *chamska reklama*


    OdpowiedzUsuń